glownachomikmapatrocinytags
Zagłębie Sosnowiec - Olimpia Grudziądz 0:1 (0:0)
29.07.2017 15:30
Stadion Ludowy w Sosnowcu
Nice 1. Liga Polska
Widzów: 1.848
Cena biletu: 30 zł (normalny, Kryta, bez Karty Kibica, w dniu meczu)
             

Tym razem postanowiłem zweryfikować, czy wszystko, co mówi się o Sosnowcu jest prawdą. I oczywiście przede wszystkim pomeczować. Poziom rozgrywkowy jak na mój gust trochę za wysoki, jednak skoro trzecie i czwarte ligi jeszcze nie ruszyły, należało samemu ruszyć się na pierwszą.

Dotarcie na mecz
 
 

Do Sosnowca przyjechałem pociągiem relacji Warszawa Wschodnia – Budapest Keleti. I jestem naprawdę pełen podziwu dla PKP/TLK/IC (nie ogarniam nazw tych spółek ani łączących ich współzależności), ponieważ nasz pociąg jeszcze przed pojawieniem się na stacji Warszawa Centralna zdążył wygenerować 20-minutowe opóźnienie (!). Mniej entuzjastyczni byli za to Słowacy i Węgrzy, którzy krążyli po stacji całkowicie zdezorientowani brakiem zarówno ich pociągu, jak i jakiejkolwiek o nim informacji. Trzeba jednak uczciwie oddać PKP/TLK/IC, że w Sosnowcu wysiadłem… o czasie.

Będąc już w Sosnowcu wziąłem się za poznawanie topografii miasta, ale przede wszystkim udałem się do sklepu kibica Zagłębia, w celu nabycia kubka czy innych kibolskich artefaktów. Jak się okazało, w oficjalnym Fan Store Zagłębia Sosnowiec można było skompletować cały strój piłkarski ZS, ale nie było tam ani pamiątek, ani gadżetów – te znajdowały się vis a vis, w sklepie kibica „Zagłębiak”. Tam nabyłem swój upragniony kubek, ale zainteresowałem się również pomniejszymi gadżetami, takimi jak naszywka „Sportowe Zagłębie” – dopiero później wygooglowałem, że wcale nie była to naszywka sekcji piłkarskiej, a Akademii Sztuk Walki. Patrząc na moją sylwetkę, ciężko o większy paradoks.

Po zakupieniu wszystkich pamiątek piłkarskich (i niepiłkarskich) udałem się spacerem na stadion, jakieś 2 kilometry od dworca głównego. Nie dostrzegłem po drodze niczego niereprezentatywnego rodem z internetowych memów o Sosnowcu. No, poza przejściami podziemnymi, ale te są zawsze obskurne.

Stadion
 
 

Oficjalna nazwa stadionu to „Stadion Ludowy”, co wiele wyjaśnia jeśli chodzi o jego wygląd. Jest to stadion starego typu – boisko otoczone jest owalnym nasypem ziemnym, na którym znajdują się trybuny. Ja sam bardzo lubię wszelkiego rodzaju nasypy i inne tego typu rozwiązania architektoniczne na stadionach, ale zapewne jestem w mniejszości.

Stadion dzieli się na dwie trybuny – Krytą i Odkrytą (takie są chyba ich oficjalne nazwy). Jako zadeklarowany piknik oraz równie zadeklarowany wróg słońca, zasiadłem na trybunie Krytej. Wiązało się to z zapłaceniem przeze mnie aż 30zł za bilet normalny – w moim przypadku zadziałały również i inne czynniki podnoszące cenę biletu, takie jak zakup biletu w dniu meczu oraz brak karty kibica. A ja nie miałem w planach wyrabiania sobie karty kibica, ponieważ gdzieś w internetach wyczytałem, że w takim przypadku bilet jest kodowany na tej karcie. Na coś takiego oczywiście nie mogłem się zgodzić – potrzebowałem prawdziwego, pełnowartościowego biletu jako pamiątki. Niestety, mój bilet i tak wyglądał jak paragon za bułki.

Atmosfera
 
 

W poprzednim akapicie stwierdziłem, że jako zadeklarowany piknik wybrałem trybunę Krytą – i nie zawiodłem się, ponieważ tam znalazłem swój piknik. Na trybunie nie działo się nic specjalnie godnego uwagi i dominował na niej dźwięk łuskanego słonecznika. Na Śląsku (choć podobno Sosnowiec to nie jest jeszcze Śląsk, ale nie jestem w tej materii ekspertem) łuskanie słonecznika podczas meczu jest podobno powszechną praktyką, ale dla mnie jako tzw. gorola widok ten był całkowicie abstrakcyjny. Kibice na Krytej byli parę razy poddawani próbie zaktywizowania przez tych z Odkrytej, ale polegało to głównie na krzyczeniu w stronę pikniku „kto wygra mecz?”. Mnie to osobiście nie porywało, reszta pikniku też wkręciła się w to tylko częściowo (choć raz padła naprawdę mocna odpowiedź „Zagłębie!”).

Młyn Zagłębia znajdował się na południowej części trybuny Odkrytej, a jego liczebność w trakcie meczu była bardzo zmienna. Szacowałbym, że w kulminacyjnym momencie liczył jakieś 200 osób (od razu zaznaczam, że nie znam sekretnych technik liczenia ludzi i nie znalazłbym angażu ani w TVN-ie, ani w Policji). Wywiesili oni jedną dużą flagę oraz mniejszą flagę zgodową Legii. W pierwszej połowie wisiało jeszcze jedno płótno Zagłębia, ale w momencie robienia przeze mnie tego wysokojakościowego zdjęcia już go tam nie było. Gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego na fladze Zagłębia na literze L znajdują się cztery kropki, odpowiadam: to głośnik stadionowy. A gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego jeden z masztów na tym samym zdjęciu jest przechylony, również odpowiadam – przed meczem uderzył w niego cofający van. Wywołało to na całym stadionie salwę śmiechu, a Odkryta zaintonowała „Jeszcze jeden!”.

Co do śpiewów podczas meczu, repertuar Zagłębia trochę mnie mimo wszystko rozczarował. Doping składał się głównie z niezbyt długich haseł (chociaż takiego „O, Zagłębie, o, Sosnowiec” bardzo dobrze się słuchało). Było oczywiście pozdrawianie zgód, w tym przypadku BKS-u Bielsko, Olimpii Elbląg i Legii Warszawa. Była dłuższa piosenka o tym, że Zagłębia boją się w Krakowie i innych miejscach Polski (w sumie nawet nie wiem, czy dobrze usłyszałem ten „Kraków”; oczywiście, podobna piosenka jest na Legii, ale z wiadomych względów Sosnowiczanie raczej nie śpiewają o starciach z angielskimi i holenderskimi kibicami), ale poza tym nie było chyba żadnych „antagonistycznych treści”. Również pod adresem gości – obydwie grupy kibiców były względem siebie totalnie neutralne. Z kolei wspomniani goście przybyli do Sosnowca w liczbie ok. 40 osób z flagą „Grudziądzanie” i prowadzili niezły jak na tę liczbę doping (a już po meczu, kiedy byłem w odległości jakieś 300-400 metrów od stadionu bardzo wyraźnie słyszałem „Kto wygrał mecz?”). Same intonowane przez nich hasła również nie były specjalnie oryginalne (zresztą, „Grudziądz” nie jest jakimś przyśpiewkonośnym wyrazem), ale zdecydowanie na plus należy ocenić pozdrowienia dla Adama Banasiaka – przez ostatnie 4,5 sezonu piłkarza Olimpii, a od niedawna Zagłębia.

Mecz
 

Przed meczem spiker zaczął przedstawiać nazwiska nowych piłkarzy Zagłębia Sosnowiec – a w pierwszym składzie wyszło chyba 7 spośród wyczytanych wtedy piłkarzy. Akapit napiszę więc pod tezę, że skład Zagłębia był jak na razie mocno niedotarty. Szczególnie ciekawym manewrem było wystawienie w zasadzie całkowicie nowej linii obrony: Wrzesiński, Jędrych (ci przynajmniej razem grali w Pogoni), Cichocki i Udovicic, który jako jedyny grał w Sosnowcu dłużej. Jak dla mnie znamienna była sytuacja, gdy jeden ze stoperów Zagłębia wybił piłkę na róg po wrzutce, która i tak nie trafiłaby do żadnego piłkarza Olimpii – to sugeruje braki w komunikacji.

Mimo to, Zagłębie było delikatnie lepsze. Nie miało może jakichś klarownych sytuacji, ale częściej dochodziło pod bramkę przeciwników i grało czasami całkiem ciekawie kombinacyjnie. Zapadła mi w pamięć jedna akcja, gdy po strzale sprzed pola karnego (chyba Banasiaka) i rykoszecie Małecki sprawnie przeniósł piłkę nad poprzeczkę i skończyło się na kornerze dla Zagłębia. Ale generalnie w pierwszej połowie nic wielkiego się nie działo, a wynik 0:0 był sprawiedliwy.

W drugiej połowie też nie mieliśmy do czynienia z fajerwerkami, ale to znów Zagłębie przeprowadziło tę jedną akcję, którą zapamiętałem – w polu karnym strzelał Banasiak, Małecki świetnie obronił, a w zamieszaniu w polu bramkowym piłkarze Olimpii ostatecznie wybili piłkę. Piłkarze oraz trybuny reklamowali zagranie ręką jednego z obrońców Olimpii. Ogólnie sędzia lekko sprzyjał dziś gościom, bo większość spornych sytuacji odgwizdywał na korzyść Grudziądzan.

A pod koniec meczu to Olimpia dość niespodziewanie strzeliła gola. Wrzutka z kornera, strzał głową Woźniaka i nagle 1:0. Ponoć był to błąd Kudły, ale z perspektywy mojego krzesełka i przy mojej wadzie wzroku… gdyby ktoś mi powiedział, że Kudła znajdował się w tej sytuacji za bramką, również bym w to uwierzył. Szczególnie, że między trybuną a linią boczną boiska spokojnie dałoby się postawić spory dom jednorodzinny, co mam nadzieję być może widać na zdjęciu z cieszącymi się piłkarzami Olimpii.

next  prev