 |
Legionovia Legionowo - Znicz Pruszków 3:1 (1:1)
15.07.2017 17:00
Stadion Miejski w Legionowie
Puchar Polski, runda wstępna
Widzów:
200-300
Cena biletu:
10 zł (normalny)
| |
Zaczynamy sezon 2017/18. Z racji tego, że poza Ekstraklasą (a Ekstraklasa niekoniecznie jest moim targetem) w zasadzie nic nie gra, wybrałem się na mecz rundy wstępnej Pucharu Polski do Legionowa. A nawet wybraliśmy się, bo w dzisiejszym meczowaniu towarzyszył mi kolega Q… dla którego jednak był to chyba pierwszy mecz w życiu.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Trafić z Warszawy do Legionowa nie jest wielką filozofią – w jedną stronę pokonaliśmy tę trasę Szybką Koleją Miejską, wróciliśmy Kolejami Mazowieckimi. W Legionowie też raczej ciężko jest się zgubić, stąd bez większego problemu dotarliśmy na stadion (kiedy byłem w Legionowie po raz pierwszy, rzeczywiście trochę krążyłem wokół obiektów sportowych, a jeden z policjantów nawet spytał mnie, czy nie jestem kibicem gości… ze swoją posturą z pewnością wyglądam jak członek grupy wyjazdowej). Jedyną ciekawostką tego dnia były bardzo osobliwe bilety sprzedawane na dzisiejszy mecz - był to po prostu stary bilet z meczu z Siarką, na którym wykreślono nazwę rywala (choć należy przyznać, że spośród wszystkich drużyn, na które w zeszłym sezonie Legionovia wydrukowała bilety, Siarka rzeczywiście ma nazwę zdecydowanie najbliższą Zniczowi).
| | Stadion |
    |
    |
Stadion w Legionowie jaki jest, każdy widzi. Przyzwoity obiekt II-ligowy (na I ligę by się nie nadawał, przede wszystkim ze względu na brak oświetlenia), składający się z jednej trybuny położonej wzdłuż linii bocznej boiska. Trybuna jest cała w neutralnych zielonych (albo niebieskich, zawsze mam z tym kłopoty… wyglądają raczej na zielone) krzesełkach, których ponoć jest dokładnie 1730 (dlaczego nie 1930?). Dach obejmuje swoim zasięgiem mniej więcej 1/3 trybuny, co w zupełności wystarczyło by pomieścić wszystkich widzów w czasie kataklizmu, jaki miał miejsce w drugiej połowie i o którym jeszcze wspomnę.Jeśli chodzi o szeroko pojętą organizację, na stadionie można napić się czegoś zimnego i pożywić się giętą z grilla. Niestety, dużo gorzej było z pamiątkami klubowymi. Pamiątki klubowe co prawda istnieją, ale w fazie wstępnej sezonu nikt jeszcze nie zdążył ich chyba ogarnąć. Z tego co widziałem, osoby zasiadające na górnym pokładzie w sektorze VIP miały chociaż do dyspozycji programy meczowe wydrukowane na kartkach A4, jednak na takie coś również nie umiałem się załapać. Po raz drugi opuszczam więc stadion w Legionowie z biletem jako jedyną pamiątką (zresztą, patrząc na bilety na dzisiejszy mecz, nie można nazwać zarządzających Novii demonami marketingu – matko, chyba cały dzisiejszy post będę pisał tylko o tych biletach)
| | Atmosfera |
    |
Na Legionovii doping czasem jest, a czasem nie. Tym razem trafiliśmy mecz bez dopingu – atmosfera na trybunie była mocno piknikowa, a zgromadzeni na stadionie widzowie zajmowali się po równo oglądaniem meczu jak i wzajemnymi rozmowami (ja i Q rozprawialiśmy na temat przeróżnych sportów, a czasem przeplatałem to objaśnianiem sensu podstawowych piłkarskich zwrotów jakie dochodziły z boiska, takich jak „plecy”, „czas”, „żyjemy”, czy… „wypierdalać”). Gol dla Novii wyzwolił jednorazowy aplauz na trybunach, na fali którego ktoś zaintonował „Legionovia, Legionovia”, co zostało przez chwilę pociągnięte. Natychmiastowa odpowiedź Znicza wywołała z kolei nieco głośnych i szyderczych komentarzy pod adresem Dominika Puska. Generalnie, wśród gospodarzy panował piknik. Co innego goście, którzy raz na jakiś czas raczyli swoich piłkarzy przyśpiewkami. Przyśpiewki nie miały wielkiej mocy, ponieważ goście stawili się na meczu w liczbie max. 5 osób. Ale i tak brawo za zajawkę.Na trybunie Legionovii znajdowały się flagi gotowe do wymachiwania nimi, a z zasłyszanych przez nas rozmów wynikało, że w drugiej połowie rzeczywiście coś będzie się działo. Plany dopingowe mocno pokrzyżowała jednak pogoda, ponieważ w przerwie meczu nagle spadł deszcz. Ciężko jednak zobrazować słowami, jak ten deszcz wyglądał. Była to po prostu kaskada wody, która utrzymywała się nad Legionowem przez całą drugą połowę (za to ustała wraz z końcowym gwizdkiem, aby dało się bez problemu wrócić z meczu – ktoś na górze dobrze to przemyślał). W związku z tym na trybunach nastąpiły roszady, ponieważ wszyscy schowali się pod dachem. Wszyscy oprócz nieszczęsnych kibiców gości, którzy musieli pozostać w swoim niezadaszonym sektorze. Próbowali się co prawda zadaszyć przy pomocy swojej flagi „Young Boys ’16”, ale na niewiele się to zdało (próbowałem uwiecznić to, opuszczając na chwilę zadaszony sektor i wchodząc w strefę deszczu niczym wojenny fotoreporter, ale biorąc pod uwagę jakość sprzętu, jakim dysponowałem, mój fotoreportaż wyszedł bez szału). Pomimo tego, w drugiej połowie śpiewali oni dużo więcej i z dużo większym entuzjazmem niż wcześniej. Napiszę więc jeszcze raz, brawo za zajawkę.
| | Mecz |
    |
Kiedy przed meczem Q zadawał wnikliwe pytania, takie jak „którym mamy kibicować?” „kto wygra mecz?”, bez wahania odpowiedziałem, że Znicz. I rzeczywiście, Znicz od początku meczu wyglądał dużo lepiej; drużyna z Pruszkowa konstruowała akcje z polotem, często grając zaskakująco inteligentnymi podaniami na wolne pole. I gdyby tylko piłka nożna polegała na dojściu z piłką w pole karne, z pewnością Znicz szykowałby się teraz do kolejnej rundy z Chojniczanką. A tak, totalnie brakowało wykończenia.Co innego Legionovia – w jej akcjach było dużo więcej mięsa. Tyle że jakoś tak się złożyło, że w trakcie obydwu połów siedzieliśmy wraz z Q akurat po stronie Novii, stąd akcji pod bramką Znicza nie potrafię za dobrze opisać. Nie, żebym ich zupełnie nie widział, ale z mojej perspektywy były one jakby widoczne w 2D. Gorzej było w przypadku Q, który rzeczywiście ich nie widział, bo jego wada wzroku była na tyle duża, że czasami musiałem mu relacjonować, co dzieje się pod przeciwną bramką. Np. że obrońca Znicza odbił strzał twarzą – rzut rożny. Albo – że piłkarz Novii znalazł się z piłką w polu bramkowym przed pustą bramką. Następnie zobaczyłem piłkę lecącą obok bramki. A następnie Misztala, który chyba wykonywał piątkę, co by sugerowało, że to nie było żadne wybicie obrońców Znicza, tylko niecelny strzał gracza Legionovii.Za to bardzo dobrze widzieliśmy jedynego gola dla Znicza. Otóż Znicz wznawiał grę od środka (Novia właśnie skończyła celebrować gola na 1:0), a Machalski od razu po otrzymaniu piłki oddał strzał w kierunku bramki Puska. Były bramkarz Polonii grał dość wysoko, ponieważ nie zdążył jeszcze oduczyć się grania w tiki-takę ze stoperami, tzn. taktyki, dzięki której klub ten wywalczył w zeszłym sezonie spadek. Dlatego stał on na tyle daleko od bramki, że nie zdążył do niej wrócić – i tak na naszych oczach padł zapewne jedyny gol zza połowy boiska w tej edycji Pucharu Polski. Pierwsza połowa zakończyła się więc wynikiem 1:1.Jak już zdążyłem wspomnieć w poprzedniej sekcji, druga połowa upłynęła… dosłownie upłynęła, za sprawą lejącego deszczu. Dodało to do boiskowych zmagań elementu losowości, choć ostatecznie to Legionovia była lepsza, strzeliła dwa gole i zasłużenie awansowała do następnej rundy. Już w sobotę w Legionowie zobaczyć będzie można Chojniczankę Chojnice.
|
| |
| |
  
|
|