glownachomikmapatrocinytags
Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Śląsk Wrocław 1:2 (1:1)
17.03.2017 18:00
Stadion w Niecieczy
Lotto Ekstraklasa
Widzów: 3.526
Cena biletu: 40 zł (normalny)
       

Retrochomik wspomina swoją wycieczkę do Niecieczy. Ta wycieczka to moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że jestem naprawdę chorym człowiekiem, ale było już za późno. Nic już nie mogło zatrzymać mojej przemiany w Chomika.

Dotarcie na mecz
 

Ten wyjazd to był jak na mnie logistyczny majstersztyk. Przede wszystkim, żeby móc przyjechać na ten mecz, wziąłem w piątek w pracy wolne. Wsiadłem o 9:20 na Dworcu Zachodnim w autobus relacji Warszawa - Szczawnica via Białobrzegi, Radom, Skarżysko-Kamienna, Kielce, Busko Zdrój, Szczucin, Dąbrowa Tarnowska... a dalej w sumie nie wiem, bo o 14:40 wysiadłem w Dąbrowie. Godzinę później wsiadłem w bus relacji Mielec - Kraków, którym dojechałem do słynnego Żabna, skąd do Niecieczy jest już 3,5 kilometra, więc udałem się tam na piechotę. Szedłem poboczem drogi krajowej wśród nagich pól i tylko widok migoczących z oddali jupiterów upewniał mnie, że idę w dobrą stronę. W końcu doszedłem do znaku z napisem Nieciecza - w tej miejscowości naprawdę ma odbyć się mecz Ekstraklasy. Nie mogłem uwierzyć w surrealizm tej sytuacji.

Powrót z meczu wyglądał trochę inaczej. Planując wizytę w Niecieczy, specjalnie wybrałem sobie właśnie piątek, ponieważ zgodnie z jakimś dziwnym rozkładem autobusowym, który znalazłem gdzieś w Internecie, w piątek wieczorem można dostać się stąd do Tarnowa, a w weekend nie. Później okazało się, że tylko druga część tego zdania jest prawdziwa, a rozkład, który znalazłem w Internecie, był totalnie nieaktualny. W każdym razie, po meczu miałem jakieś 4 godziny, aby dostać się do położonego 20 kilometrów od Niecieczy Tarnowa, skąd równo o północy odjeżdżał mój pociąg. Miałem ze sobą latarkę i odblaski na wypadek gdyby należało pieszo dojść do Żabna... albo w ostateczności do Tarnowa. Zanim jednak doszło do owej ostateczności, postanowiłem spróbować innego sposobu, ponieważ stanąłem przy wyjeździe z parkingu z fragmentem tektury rozmiaru A4, na którym napisałem wyraźnymi literami TARNÓW. Co ciekawe, zabrał mnie już drugi samochód. Co więcej, jego właściciel (pracownik Bruk-Betu) nie dość, że zawiózł mnie do Tarnowa, to jeszcze najpierw pokazał mi Dworzec Główny (abym wiedział gdzie to w ogóle jest), a następnie podrzucił mnie na Stare Miasto, abym mógł sobie trochę je pozwiedzać. Oczywiście patrząc na poczytność tej strony, szansa, że kierowca będzie miał okazję to przeczytać jest jak prawdopodobieństwo wygrania głównej nagrody w Euro Jackpot dwa razy pod rząd, ale i tak bardzo dziękuję za wyświadczoną mi przysługę (po 22 miesiącach, ponieważ piszę tę relację w styczniu 2019).

O północy wsiadłem w pociąg relacji Przemyśl Główny - Gdynia Główna, gdzie miałem miejsce w wagonie z miejscami do leżenia. Jeszcze nie kuszetka, ale można było się w nim przespać. Ok. 6 rano byłem już w Warszawie. Po odświeżeniu się w mieszkaniu i zostawieniu tam pamiątek ruszyłem do Grodziska Mazowieckiego, żeby zdążyć na 11 na mecz Pogoń - Delta. Mecz ten nie załapał się już na cykl Retrochomik.

Stadion
 

Pachnący nowością stadion Niecieczy wygląda z zewnątrz trochę jak hybryda stadionu i marketu budowlanego położona wśród pól uprawnych. Zamknięta bryła stadionu wygląda jednak bardzo estetycznie, a parking i chodniki wokół stadionu oczywiście są idealnie równe i wykonane z najwyższej jakości materiału wiadomej firmy. Po bokach chodnika prowadzącego do wejścia głównego znajdują się trochę kiczowato wyglądające piłki biedronki Telstar, ale poza tym nie bardzo mam się czego przyczepić. No, może jeszcze tego, że kiedy zacząłem zaglądać w różne zakamarki na tyłach stadionu, przypadkowo znalazłem swoje wejście na trybunę. Powinno być ono trochę lepiej oznaczone.

Obok kas biletowych znajdował się, o ile dobrze zrozumiałem, automat z szalikami. Był on jednak nieczynny, stąd szalik, kubek oraz breloczek dla brata zakupiłem w kasie biletowej. Niestety, nie było już maskotek-słoników, choć byłbym chyba gotów kupić jedną sztukę niezależnie od ich ceny. Na pomarańczowo-niebieskim szaliku znajdował się herb Niecieczy i wielkie cyfry 1922. W Niecieczy bowiem bardzo akcentuje się datę powstania klubu, aby pokazać wszystkim postronnym, że klub nie jest takim sztucznym tworem, za jaki powszechnie uważa się go w Polsce. Cóż, czytając historię klubu (która jest choćby zaprezentowana od wewnętrznej strony jednej ze ścian stadionu), można dojść do wniosku, że ów 1922 należy bardziej określić mianem początków tradycji piłkarskich we wsi, bo konkretny klub powstał chyba ok. roku 1946, co i tak jest konkretnym stażem. Oczywiście, gdyby nie pieniądze właścicieli, niecieczański LZS mógłby nigdy nie wydostać się z IV ligi małopolskiej, ale tu należy wskazać, że były to pieniądze państwa Witkowskich, czyli ludzi pochodzących z Niecieczy.

A wracając do stadionu - składa się on z dwóch położonych wzdłuż linii bocznych trybun. Jedna z nich jest zadaszona, przy czym ten dach prawdopodobnie nie do końca spełnia swoją funkcję i nie chroni najniższych rzędów przed padającym deszczem; jest to jednak zrozumiałe dla każdego, kto pamięta wyścig z czasem w Niecieczy, aby jak najszybciej dostosować stadion do ekstraklasowych wymogów, co udało się w listopadzie 2015 roku. Dach jest więc może nie do końca funkcjonalny, jednak sprawił, że formalnie stadion spełnił wszystkie wymogi. Tą zadaszoną trybuną jest trybuna północna, w której centrum znajduje się sektor VIP, a na jej wschodnim krańcu - młyn kibiców Bruk-Betu. Sektor gości na stadionie znajduje się dokładnie w naprzemianległym rogu, czyli na zachodnim krańcu południowej trybuny. Za obydwoma bramkami znajduje się trochę wolnej przestrzeni wyłożonej oczywiście kostką brukową, a za nimi... pionowe ściany, na którym znajdują się wielkoformatowe reklamy Bruk-Betu. Stadion jest więc domknięty ze wszystkich stron.

Atmosfera
 

Przybyłem na stadion na tyle wcześnie (co najmniej półtorej godziny przed meczem; i tak uważam, że połączenie było nie najgorsze), że na trybunach nie było właściwie nikogo. Miałem więc okazję porozmawiać z paroma emerytami, którzy rozprawiali właśnie na temat stadionowego dachu i tego, czy ich bilety na pewno są pełnowartościowe. Bardzo ucieszyli się, że ktoś tłukł się pół dnia różnymi środkami transportu, żeby dojechać na wieś na mecz lokalnego LZS-u, nawet jeśli ten LZS gra już w ekstraklasie. Zresztą, dla nich to chyba nadal jest ich LZS, na który chodzili jeszcze w czasach A-klasowych. Poczęstowali mnie kartką ze składami (której chyba nie udałoby mi się łatwo zdobyć, gdybym musiał to robić samodzielnie) oraz ciekawą historią z gatunku kibicowskich. Nie mam pojęcia, o jaką drużynę chodziło, ale zgaduję, że jest to historia jeszcze sprzed czasów ekstraklasowych:

Na jednym z meczów grupa kibiców gości zrobiła na stadionie dym, po czym uciekła przed porządkowymi, rozbiegając się po pobliskich polach. Niestety dla nich, była to wiosna – zboże jeszcze nie wzeszło, a ziemia była zmoczona deszczami i pozapadali się w błocie prawie po kolana.

Jestem ciekaw, w jaki sposób wyglądałaby relacja z tego wydarzenia na takim Kibice.net i czy znalazłby się w niej szczegół, że zboże jeszcze nie wzeszło. Ogólnie ma się wrażenie, że Nieciecza średnio pasuje do kibicowskiego klimatu Ekstraklasy. Młyn gospodarzy przez cały mecz dopingował wytrwale Niecieczę, machając flagami i szalikami, śpiewając różne piosenki, wśród których nie było chyba żadnego bluzgu. Inna sprawa, że nie do końca słyszałem wyśpiewywane słowa (pamiętam piosenkę Nieciecza K, Nieciecza S, Nieciecza wygra dzisiaj mecz), ponieważ młyn gospodarzy prezentował odrobinę siatkarski styl i nie miał takiego sonicznego uderzenia jak grupa kibiców gości. I żałuję, że sektor fanów Niecieczy znajdował się na tej samej trybunie, co ja, przez co nie mogłem ich dokładnie zobaczyć, czy też uwiecznić na swoim smartfonie. Szczególnie, że bliskość sektora fanów i tak nie przełożyła się na aktywizację mojego sektora, który pozostał piknikowy aż do końca.

Miałem za to dobry widok na sektor gości. Ci oczywiście stawiali się na swoim sektorze stopniowo, a większość pojawiła się na nim dopiero w środku pierwszej połowy, ze względu na obowiązkowe kontrole przed wejściem na stadion. Kibiców było całkiem dużo (przyjechały ich trzy duże autokary), zawiesili na sektorze trzy flagi, pokazali też prawdziwy doping pod względem ilości decybeli (w sumie to szału wcale nie było, ale jako zorganizowana grupa kumatych umieli wybić się ponad resztę stadionu)… problem polegał na tym, że zademonstrowali jedynie kilka darmowych próbek. Na przestrzeni całego meczu zaśpiewali chyba ze dwa-trzy razy ten sam repertuar, całą resztę czasu spędzając dość bezczynnie; dużym popytem cieszył się punkt gastronomiczny. Nie wiem, czy chodzi o jakiś protest, w każdym razie byłem nieco zaskoczony. Jeśli chodzi o sam repertuar, to znalazły się w nim takie rzeczy jak:

Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz WKS gra…
Cała Polska w cieniu Śląska!
Zawsze i wszędzie, policja…

Było również pozdrawianie zgód i o ile dobrze słyszałem, pozdrowieni zostali Motor, Lechia i Opava. Mecz odbył się w pokojowej atmosferze i żadnych przygód ze zbożem, które jeszcze nie wzeszło, nie było.

Mecz
 

Dużo mniej mam do napisania na temat samego meczu. Stał on na niezbyt wysokim nawet jak na Lotto Ekstraklasę poziomie; jedynymi jego zaletami było to, że padły w nim 3 bramki i że miał miejsce w Niecieczy. W każdym razie, po meczu nie oglądałem skrótu wydarzeń, stąd nie pamiętam wiele i na dodatek mogłem wszystko pomieszać. Otóż na samym początku meczu gola na 1:0 zdobył Robert Pich, a dla Niecieczy wyrównał Artiom Putiwcew dobijając na pustaka strzał z rzutu wolnego, który trafił w słupek. Termalica Bruk-Bet prowadził grę, ale cały czas grał lagą na Dawida Nowaka, a Śląsk dość umiejętnie się bronił i raz na jakiś czas wyprowadzał kontry, w których wykazywał się lepszym panowaniem nad piłką niż piłkarze Bruk-Betu. W drugiej połowie kontry Śląska zaczęły się zazębiać i Nieciecza zaczęła mieć z nimi coraz większe problemy. Wreszcie pod koniec meczu, po dośrodkowaniu z kornera całkowicie odpuszczony Kokoszka wbił gola na 2:1 dla gości. Tak było.

next  prev