glownachomikmapatrocinytags
Świdniczanka Świdnik - Star Starachowice 1:0 (1:0)
12.08.2023 16:00
Świdnik, boisko przy ul. Turystycznej
3. liga, gr. IV
Widzów: 358
Cena biletu: 15 zł (normalny)
         

Co ja widzę, to chyba jakiś błąd w Matrixie - oto Świdniczanka Świdnik występuje na szczeblu centralnym (no dobra, ćwierćcentralnym), w dodatku rozgrywa mecz domowy na boisku na Turystycznej! I co najlepsze, wygrywa!

Dotarcie na mecz
 

Z racji tego, że moje korzenie, dom rodzinny i takie tam znajdują się właśnie w Świdniku, mój dojazd na mecz nie był jakiś specjalnie imponujący, ponieważ akurat w tym mieście spędzałem ten weekend. Udałem się więc w stronę boiska na Turystycznej, po drodze zakupując niezbędne na tę pogodę napoje izotoniczne - obowiązkowo w sklepie Społem, aby dodatkowo podkręcić poziom nostalgii. Na Turystycznej najpierw udałem się do okienka kasowego, gdzie zakupiłem bilet na dzisiejsze widowisko, a następnie przeniknąłem do budynku klubowego w celu zakupienia sobie szalika. W budynku klubowym najpierw zostałem wzięty za dziennikarza jakichś lokalnych mediów i skierowano mnie po akredytację (no, ChomikPiłkarski.pl jest w pewnym sensie medium, więc w sumie w pewnym sensie jestem dziennikarzem), ale w końcu udało mi się kupić wspaniały szalik-pasiak upamiętniający surrealistyczny awans Świdni do 3. Ligi.

A tak przy okazji, dlaczego awans Świdniczanki do 3. Ligi nazwałem surrealistycznym? Otóż klub ten od kiedy pamiętam pełnił w Świdniku rolę ciekawostki przyrodniczej i nie budził on jakichkolwiek emocji - wystarczy powiedzieć, że od 2003 do 2018 (historia na 90minut.pl urywa się na 2002 roku i okręgówce, ale zakładam, że między latami 1960 a 2002 również nie działo się nic spektakularnego) klub nie grał wyżej niż na poziomie A-klasy. To, co aktualnie dzieje się w tym klubie jest najprawdziwszym fenomenem, który ciężko mi wytłumaczyć... szczególnie Czytelnikom, którym w czasach gimnazjum nigdy nie zdarzyło się śmiać ze Świdniczanki Świdnik.

Stadion
 
 

Sam awans Świdni do III ligi to duża sensacja, ale wcale nie największa w tej relacji. O wiele bardziej niesamowity jest fakt, że Świdniczanka gra swoje III-ligowe mecze na słynnym (a w każdym razie, słynnym w skali Świdnika) boisku na ul. Turystycznej. Od kiedy tylko pamiętam, obiekt ten to było dosłownie boisko ogrodzone dwumetrowym płotem... i w zasadzie nic więcej. Bramki w ogrodzeniu były zazwyczaj otwarte, przez co na murawie od zawsze widoczna była wydeptana ścieżka, którą mieszkańcy okolicznych blokowisk skracali sobie drogę. Słyszałem m.in. historię o meczu piłki nożnej na tym boisku (ale nie wiem, czy był to mecz Świdniczanki), który musiał zostać przerwany, ponieważ przez boisko chciała przejść babcia z zakupami i w ogóle nie dopuszczała do świadomości, że w tym momencie odbywają się jakieś zawody.

I właśnie ten obiekt został przystosowany do meczów III ligi. Na boisku pojawiły się wysokie piłkochwyty, na których zawieszono osłony z logotypami Świdniczanki. Między linią boczną boiska a ogrodzeniem stadionowym w jakiś magiczny sposób zmieszczono ławki rezerwowych, tablicę wyników (wyświetlającą czas oraz aktualny stan gry) oraz wieżyczkę ze stanowiskiem dla spikera oraz kamerzysty (!). Dodatkowo, na stadionie wymieniono murawę - zamiast trawnika z wydeptaną przez mieszkańców ścieżką na ukos mamy tutaj profesjonalną murawę, najprawdopodobniej nawet lepszą od tej na stadionie Avii. I co najlepsze - między ogrodzeniem boiska a prowadzącym nieopodal boiska chodniczkiem udało się zmieścić całą trzyrzędową trybunkę piłkarską (krzesełka są w kolorach żółtym, niebieskim i czerwonym), dzięki czemu oficjalna pojemność obiektu to aktualnie 500 miejsc siedzących.

Nie wiem, co robi na mnie większe wrażenie w tym obiekcie - czy fakt, że jest on położony pośrodku blokowiska (a widoczność z najwyższych pięter bloku na ul. Kopernika czy na ul. Turystycznej jest pewnie lepsza niż na trybunie), czy wspomniana już trybuna. Trybunka ta została jakimś cudem wciśnięta między ogrodzeniem boiska a prowadzącym nieopodal boiska chodnikiem; sprawia to absurdalne wrażenie, ponieważ nie ma tak naprawdę zbyt istotnej różnicy pomiędzy widocznością w przypadku widza, który zasiada na trybunie i zapłacił za to całe 15 PLN a przypadkowym przechodniem, który wsparł się na znajdującym się tuż za trybunką ogrodzeniem i z tej perspektywy zaczął przyglądać się wydarzeniom meczowym zupełnie za darmo. Co więcej, parę razy byłem świadkiem sceny, kiedy ktoś zasiadający na trybunie zbił piątkę z osobą formalnie znajdującą się poza terenem stadionu... nawet nie wstając ze swojego krzesełka. Brzmi to totalnie abstrakcyjnie.

Atmosfera
 

Pierwsze w historii Świdniczanki domowe spotkanie na szczeblu centralnym (właściwie to ćwierćcentralnym, ale zgodnie z terminologią PZPN rzeczywiście nalezy określać go mianem centralnego) przyciągnęło sporą liczbę ludzi - zgodnie z oficjalnymi danymi, na meczu stawiło się dokładnie 358 widzów. Swój wkład w tę liczbę mieli również kibice gości (co najmniej kilkunastu kibiców, w szalikach/ koszulkach klubu ze Starachowic), którzy ze względu na tymczasową niedostępność sektora gości zakupili bilety na trybunę gospodarzy i ulokowali się na jej skraju.

Jeśli chodzi o atmosferę na trybunach, dominował klimat koneserski. Widzowie kontemplowali grę piłkarzy Świdni, czasem wymieniając się komentarzami, a czasem rzucając głośno jakiś komentarz w stronę boiska; dobre akcje gospodarzy były nagradazane brawami. Generalnie, nie było jakiegoś wielkiego fanatyzmu ani przejawów zorganizowanego dopingu (zarówno od strony gospodarzy jak i gości). Trybuny wykrzyknęły z radości, kiedy w 31. minucie Michał Paluch skierował piłkę do bramki (zdobywając pierwszego w historii domowego gola dla Świdni na szczeblu centralnym ćwierćcentralnym), ale poza tym, nie jestem w stanie przytoczyć nawet jednego konkretnego hasła.

Jedynym przejawem klimatu kibicowskiego była flaga, która została zawieszona przez paru kibiców na ogrodzeniu oddzielającym trybunę od boiska. Był to średniej wielkości zielono-biało-czerwony transparent z herbem Świdniczanki oraz hasłem Razem tworzymy historię. Z transparentem tym związana była dość komiczna historia, ponieważ próbował go stamtąd odwiązać jeden z pikników (jedną ręką, ponieważ w drugiej trzymał on kebaba), argumentując to tym, że przesłania mu on wydarzenia boiskowe. Incydent ten doprowadził do tymczasowego podniesienia temperatury na trybunie, a piknik został zbluzgany przez kibiców, którzy ten transparent zawiesili, ale na szczęście nie doszło do żadnych rękoczynów.

Mecz
 

Przed meczem miała miejsce uroczystość uhonorowania zawodników Świdniczanki za wygranie IV ligi lubelskiej. Okolicznościowy puchar wręczył zawodnikom Świdniczanki sam prezez LZPN, Zbigniew Bartnik (tzn. człowiek firmujący swoją twarzą i nazwiskiem cały ten chlew, który ma miejsce w LZPN, m.in. ad-hocową zmianę regulaminu IV ligi lubelskiej, która nastąpiła, ponieważ któremuś z pracowników Związku coś się źle wpisało). Potem drużyny przystąpiły do gry.

Pierwszą dobrą akcję w meczu mieli piłkarze Świdniczanki - w 8. minucie bardzo dobre podanie otrzymał Michał Paluch, jednak jego strzał w długi róg z odległości 16 metrów minimalnie minął słupek bramki gości. Minutę później miała miejsce totalnie absurdalna sytuacja, ponieważ bramkarz Świdni, Paweł Socha, właściwie nieatakowany wystawił piłkę do stojącego na linii pola karnego napastnika Stara, Przemysława Śliwińskiego. Naprawił on jednak swój błąd, parując strzał Śliwińskiego na rzut rożny. Co ciekawe, nie będzie to jedyna sytuacja w tym meczu, którą Socha najpierw sprokuruje, a później naprawi...

Jak na razie atakuje jednak Świdniczanka. W 21. minucie Patryk Czułowski w sytuacji sam na sam z Pawłem Lipcem trafił w poprzeczkę, a po kilkunastu sekundach strzał sprzed pola karnego oddał Michał Zuber, po którym piłka... odbiła się od poprzeczki, słupka i trafiła prosto do rąk Lipca. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Gracze Świdni dopięli swego w 31. minucie - po bardzo sprawnej wymianie piłki na prawym skrzydle jeden z piłkarzy gospodarzy dorzucił w pole karne, a tam nabiegający Paluch trafił głową z kilku metrów do siatki. Na tablicy świetlnej pojawił się wynik... 9:0 i długo się na niej utrzymywał, aż pod koniec pierwszej połowy osobom ją obsługującym udało się go obniżyć... do 2:0 (nie był to dobry prognostyk, bo w końcu jest to bardzo niebezpieczny wynik). Na szczęście, kiedy drużyny wychodziły na drugą połowę, wynik na tablicy był już prawidłowy (1:0).

Druga połowa mogła się rozpocząć bardzo źle dla gospodarzy, ponieważ piłkarze Stara prawie wyszli w sam na sam z Pawłem Sochą, ale na szczęście pogubili się w swojej kontrze (a pikarze Świdni zdążyli powrócić). W 57. minucie gospodarze po wrzutce do Palucha wykończoną strzałem z powietrza podwyższyli wynik na 2:0, ale sędzia w tej sytuacji odgwizdał spalonego i gol nie został uznany. W 60. minucie po wrzutce z kornera Socha minął się z piłką, ale na szczęście strzał jednego z piłkarzy gości minął nieznacznie bramkę. W 66. minucie Czułowski będąc w polu karnym kopnął w stronę bramki Lipca dziwnym lobem, a piłka niespodziewanie (również dla bramkarza, który w tej sytuacji odprowadzał piłkę wzrokiem) odbiła się od poprzeczki i wyszła na aut bramkowy. W 70. minucie Socha kolejny raz nie popisał się grą nogami - tym razem zagrał on co prawda do swojego gracza, ale był to stojący na 16. metrze obrońca, który był pressowany przez zawodnika gości. Zawodnikowi gości udało się wyłuskać mu tę piłkę i oddać w polu karnym strzał... który Socha znowu obronił, jak również i dobitkę. Nieco później piłkarze gości mieli kolejną akcję, w której piłkę z linii bramkowej wybijał jeden z obrońców Świdni, ale ostatecznie sędzia przerwał tę akcję, dopatrując się faulu jednego z piłkarzy Stara.

W doliczonym czasie gry Świdnia mogła zabić ten mecz. Jeden z piłkarzy zagrał długą lagą do Palucha, którego strzał z linii pola karnego Lipiec sparował do boku. Tam pierwszy do piłki dopadł (chyba) Dominik Ptaszyński, który z bliska trafił jedynie w słupek. Tak czy siak, po paru dodatkowych minutach mniej lub bardziej rozpaczliwej obrony Świdnia dociągnęła korzystny wynik i odniosła ona swoje pierwsze w historii zwycięstwo na szczeblu ćwierćcentralnym.

next  prev