glownachomikmapatrocinytags
Mławianka Mława - Pelikan Łowicz 0:2 (0:1)
06.08.2022 15:00
Stadion Miejski im. Ireny Szewińskiej, Mława
3. liga, gr. I
Widzów: 650
Cena biletu: 20 zł (normalny)
         

Po 16 latach z rzędu na poziomie IV ligi (z rokiem przerwy na okręgówkę), Mławianka w końcu awansowała na szczebel półcentralny. W sam raz na otwarcie odświeżonego stadionu miejskiego i... na 99-lecie klubu.

Dotarcie na mecz
 

Do Mławy dojechałem pociągiem Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Zachodnia - Działdowo, wsiadając na stacji Warszawa Gdańska o 11:34 i wysiadając na stacji Mława Miasto o 13:22. Czasu miałem całkiem sporo, więc po drodze trochę meandrowałem, zahaczając o parę atrakcji Mławy - m.in. wspaniały PRL-owski Dom Handlowy (obecnie mocno nadgryziony zębem czasu) oraz przedwojenna Hala Targowa (też mocno wysłużona i w średnim stanie).

Nieopodal wejścia na stadion znajduje się dość oldschoolowy hotel Mława. W bramie stadionowej zakupiłem bilet na III-ligowy spektakl (co ciekawe, musiałem od razu wybrać sobie trybunę, na którą chcę dostać bilet - pomimo tego, że bilety na obydwie trybuny kosztowały chyba po tyle samo, a z reguły na tego typu obiektach powinno się móc chodzić gdzie się chce), a na stoisku obok porządnej jakości szalik.

Stadion
 
 

Muszę przyznać, że trochę obawiałem się tego punktu, wszak wieńczący sezon 2021/22 rewanżowy mecz barażowy o awans do 3. ligi pomiędzy Mławianką a KS-em Piaseczno rozegrano na bocznym boisku w mocno orlikowej scenerii. Ostatecznie, na podstawie podawanych tu i ówdzie w Internecie informacji nt. zbliżającego się meczu zdecydowałem się nieco zaryzykować, ponieważ wywnioskowałem, że spotkanie z Pelikanem odbędzie się na głównej płycie.

O ile dobrze rozumiem, w trakcie tego lata miała miejsce mała renowacja stadionu. Rzeczywiście, główna płyta była bardzo estetyczna, tak samo jak wyłożona niebieskim tartanem bieżnia. A, właśnie, skoro już mówimy o bieżni - strasznie mnie ona irytowała, ponieważ za jej sprawą trybuna główna była oddalona od linii bocznej boiska o całe 22 metry! Owszem, zdaję sobie sprawę, że byłby to duży skandal, gdyby stadion im. Ireny Szewińskiej nie posiadał bieżni, ale fakt, że boisko od trybuny oddzielało aż osiem torów dla biegaczy, szeroki rozbieg do skoku w dal i rozdzielające to wszystko szerokie pasy zieleni wołał o pomstę do nieba. Innymi słabymi aspektami stadionu były brak tablicy świetlnej oraz fakt, że część miejsc na trybunie wschodniej było skutecznie przesłonięte przez ławki rezerwowych (nie było mnie na tej trybunie, więc sam tego nie przerabiałem; wnioskuję to na podstawie miejsc, które zajęli na niej kibice).

No dobra, ponarzekałem, a teraz może czas na pozytywy. Trybuna główna, mimo że znajduje się od boiska w odległości ok. 2 dystansów, z których bije się rzuty karne, prezentuje się fajnie - 5 rzędów zielonych i żółtych (?) siedzeń prezentuje się całkiem schludnie, a jej środkowa część objęta jest bardzo konkretnym zadaszeniem (tzn. nie takim typowym przykrótkim daszkiem - komuś tym razem naprawdę zależało, aby zabezpieczyć pierwsze rzędy przed deszczem). Wspomniany dach wystaje z konstrukcji, na której piętrze znajduje się stanowisko spikera oraz przestrzeń dla szeroko pojętych VIP-ów. Przy wejściu na stadion można było zaopatrzyć się w bardzo dobrej jakości szaliki (o czym już zdążyłem wspomnieć). Na środkowym odcinku znajdującej się vis-a-vis trybuny głównej trybunie wschodniej znajduje się obowiązkowy element większości stadionów, czyli ułożony z białych krzesełek na zielonym tle napis MŁAWA (widoczność z tamtego miejsca była chyba na tyle słaba, że nikt z widzów nie zajmował tych miejsc, więc napis mógł cieszyć moje oko przez cały mecz).

Atmosfera
 

Przed pierwszym gwizdkiem miała miejsce nieco dziwna ceremonia, w trakcie której uhonorowano graczy Mławianki za poprzedni sezon. Do stojących w standardowym szyku piłkarzy Mławianki podeszło parę działaczy z MZPN-u i lokalnych polityków, którzy wręczyli im puchar na zachętę za zwycięstwo w 4. lidze w sezonie 2021/22 oraz osobne nagrody indywidualne - dla króla strzelców oraz najlepszego bramkarza ligi. Działacze i politycy chyba nie przećwiczyli jak mają się zachowywać, więc w trakcie ceremonii krążyli przed piłkarzami jak dzieci we mgle, ale ostatecznie udało się wręczyć wszystkie nagrody oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia.

Dość osobliwy był fakt, że mecz odbył się pomiędzy dwiema drużynami, których tradycyjnymi barwami są zielony i biały, w związku z czym w nietypowym komplecie strojów wystąpili... gospodarze, którzy grali w jednolicie czarnych strojach ze złotymi numerami. Zgromadzeni na stadionie kibice zdążyli się do tego przyzwyczaić, ponieważ w trakcie przedmeczowej ceremonii wszystkie nagrody lądowały w rękach graczy ubranych na czarno, ale ci, którzy pojawili się zaraz po pierwszym gwizdku, mogli być skonfundowani:

-Dobrze! Szerzej! Ograj!
-Ty, ale my w czarnych gramy
- Cooo, serio?

W każdym razie, trybuny były na tyle dobrze ogarnięte, że gdy biało-zieloni już w 4. minucie wyszli na prowadzenie, nikt na naszej trybunie się nie cieszył, poza pojedynczymi osobami z Łowicza. Ogólnie atmosfera na trybunach była piknikowa (choć należy podkreślić, że 650 widzów na meczu 3. Ligi to bardzo dobry wynik), na trybunach można było uświadczyć niewiele barw, a zbiorowe okrzyki były dość rzadkie i miały miejsce głównie przy okazji groźniejszych sytuacji Mławianki - wówczas rozlegały się okrzyki MŁAWIANKA MŁAWA!, lub przy kontrowersyjnych decyzjach sędziego - wtedy miały miejsce dość standardowe w takich przypadkach bluzgi.

W tej sekcji mógłbym z kolei jako postać negatywną wskazać spikera, który z byle powodu zwracał się do widzów jakimś takim wkurwionym tonem: Proszę nie opuszczać w przerwie stadionu!, Proszę pozostać w trakcie przerwy na trybunie!, Proszę o kulturalny doping!. W każdym razie, brzmiał jak funkcjonariusz, a nie jakby zwracał się do klientów, którzy zapłacili za wejście po 20zł od łebka. Element do poprawy.

Mecz
 

Najłatwiej zaczyna mi się tę sekcję od przedstawienia obecnej sytuacji obydwu drużyn w tabeli, ale tym razem jest to o tyle problematyczne, że był to mecz 1. kolejki. Dopiero miało się okazać, czy Mławianka przełoży swoje zeszłosezonowe zwycięstwa ze Żbikiem Nasielsk czy też Wkrą Żuromin na dobrą postawę na poziomie ćwierćcentralnym (chociaż w zawiłej terminologii PZPN, 3. liga to już poziom centralny).

Posługując się wyświechtanymi frazesami, w pierwszych minutach było widać, że Mławiance brakuje na razie ogrania na tym poziomie. Pelikan zamknął ją bowiem na własnej połowie i gnębił dość groźnymi wrzutkami, a pierwszego gola zdobył już w 5. minucie meczu. Piłkę przy linii bocznej na wysokości swojego pola karnego (!) stracił Masiak, a Mycka dośrodkował w pole karne do niepilnowanego Sołtysińskiego. Napastnik Pelikana oddał strzał głową w poprzeczkę, a piłka odbiła się od pleców Piotra Piotrowskiego (bramkarza Mławianki Mława) i przekroczyła linię bramkową. Zgodnie z wszelkimi wytycznymi, gola należy niestety zakwalifikować jako samobój bramkarza.

Gospodarze w pierwszej połowie mieli kilka naprawdę dobrych sytuacji, żeby odrobić straty. W 21. minucie po dalekiej wrzutce z wolnego w pole karne Pelikana Orzeł (bramkarz gości) wypuścił piłkę z rąk i zgarnął ją w ostatniej chwili zanim zdążył ją dzióbnąć Skudynowski. W 27. minucie Mławianka wyprowadziła kontrę, po której piłka prawie trafiła do Odilona, ale obrońca gości wybił ją na róg. Następnie, po wrzutce z tego kornera miała miejsce naprawdę dziwna sytuacja, ponieważ jeden z piłkarzy Mławianki skierował ją głową w kierunku opuszczonej bramki, a tam... Sołtysiński, stojąc pół metra od bramki i mając między sobą a piłką jeszcze przeciwnika, zdołał ją wybić nogą nad poprzeczkę, nie ładując przy tym samobója. Zagranie to było naprawdę doskonałe, rzekłbym nawet, że była to... druga najlepsza parada obrońcy Pelikana w tym meczu (o najlepszej będzie później).

Pod koniec pierwszej połowy miała też miejsce duża kontrowersja, ponieważ broniący wślizgiem Komorowski zablokował strzał Sołtysińskiego łokciem - sędzia nie zdecydował się na odgwizdanie rzutu karnego, choć ten ewidentnie się należał. Być może sędzia chciał trochę wyważyć swoje sędziowanie, ponieważ przez całą pierwszą połowę gwizdał prawie wszystkie stykowe sytuacje na korzyść Pelikana.

Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Mławianki. Najpierw, w 47. minucie z linii pola karnego mocno uderzył Odilon, ale minimalnie obok słupka. W 48. minucie Angolańczyk uderzył jeszcze lepiej, a piłka po odbiciu się od poprzeczki trafiła do Masiaka, który oddał strzał z pierwszej piłki z powietrza. Ten naprawdę dobry strzał został wybroniony przez... stopera Pelikana, Myckę, który wykonał efektownego szczupaka i sobie tylko znanym sposobem (bo być może tam była ręka, to wie tylko on), zatrzymał głową piłkę na linii bramkowej, choć sam wpadł do bramki. Była to już druga świetna parada obronna piłkarza z pola Pelikana w tym meczu. Tymczasem Mławianka atakowała i nic nie chciało jej wpaść - w 64. minucie Odilon nawet przejął w polu karnym zagranie od bramkarza Pelikana, ale oddał strzał prosto w niego.

A że niewykorzystane sytuacje się mszczą i takie tam, Pelikan w 69. minucie podwyższył prowadzenie. W trakcie kontry Olpiński bardzo przytomnie zagrał do Sołtysińskiego - napastnik Pelikana jednak i tym razem nie wpisał się na listę strzelców, ponieważ przeszkodził mu interweniujący na linii pola karnego Komorowski, który niefortunnie pokonał wślizgiem własnego bramkarza. Po tej bramce piłkarze Mławianki już się nie podnieśli, bo do końca meczu nie wyprowadzili już żadnej godnej uwagi akcji. Mecz zakończył się wynikiem 0:2.

next  prev