glownachomikmapatrocinytags
Stal Mielec - Śląsk Wrocław 1:1 (0:1)
15.05.2022 12:30
Stadion MOSiR, Mielec
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 5.359
Cena biletu: 30 zł (normalny, trybuna Wschodnia)
         

Z wielką przyjemnością oznajmiam, że mielecka Stal ponownie utrzymała się w Ekstraklasie. Nie wiem, czy poza mieszkańcami Mielca oraz Chomikiem ktokolwiek się z tego cieszy.

Dotarcie na mecz
 

Mielec położony jest dokładnie pośrodku czworokąta (rozmiaru ok. 2500km²) wyznaczonego przez drogi krajowe o numerach 9, 73, 79 oraz autostradę A4. W obrębie tego czworokąta znajduje się istne transportowe limbo z drogami co najwyżej wojewódzkimi, co sprawia, że stosunkowo trudno jest zarówno dostać się do Mielca, jak i wydostać się stamtąd (ostatni gwizdek ok. 14:30 daje całkiem duży potencjał, żeby w okolicy zobaczyć jeszcze jakiś mecz na dobicie, ale autentycznie, nie udało mi się zaplanować niczego sensownego, więc po meczu wróciłem od razu do Warszawy). Biorąc pod uwagę, że (jak zapewne wierni fani Chomika pamiętają) poprzedniego dnia nocowałem w Stalowej Woli, moja podróż w stronę Mielca rozpoczęła się od tego, że o godzinie 8.00 wsiadłem w busa relacji Leżajsk - Warszawa. U przewoźnika funkcjonowały równolegle telefoniczna rezerwacja miejsc oraz internetowa sprzedaż biletów; niestety, zakup biletu ze Stalowej do Sandomierza przez Internet nie był możliwy ze względu na zbyt krótki dystans dzielący obydwie miejscowości. Przerażony, że będę musiał gdzieś dzwonić, na szczęście ogarnąłem, że mogę kupić sobie droższy o 7 PLN bilet do Ożarowa, a następnie podstępnie wysiąść już na dworcu w Sandomierzu. Fortel się udał, dzięki czemu za cenę zaledwie 7 PLN zaoszczędziłem sobie jedną rozmowę telefoniczną z nieznajomą osobą. Zawsze miałem łeb do interesów

Bardzo się bałem, czy uda mi się dojechać do Sandomierza na czas, ponieważ odjeżdżający o 9:05 autobus relacji Lublin - Muszyna był właściwie moją jedyną szansą, żeby dostać się do Mielca przed pierwszym gwizdkiem (a konkretnie, na ponad 2 godziny przed pierwszym gwizdkiem) - jak już wspomniałem, Mielec to istne transportowe limbo. Na szczęście, mój bus przetransportował mnie ze Stalowej do Sandomierza bez żadnych opóźnień, więc przesiadka się udała (przy okazji, wychodzi na to, że w ten weekend zwiedziłem Stalową Wolę, Mielec oraz Gorzyce, podczas gdy Sandomierz służył mi tylko za miejsce przesiadki, co jest chyba nietypowym rozwiązaniem turystycznym). Do Mielca dojechałem z kilkunastominutowym opóźnieniem, na które specjalnie nie narzekałem, ponieważ czasu miałem w Mielcu i tak aż nadto. Pokluczyłem sobie trochę po Mielcu (podobnie jak Stalowa Wola, miasto jawiło mi się jako taki większy i bardziej estetyczny Świdnik - podobno zarówno Mielec jak i Świdnik były budowane/odbudowywane po wojnie na podstawie podobnego planu), na słupie ogłoszeniowym znalazłem nawet plakat zapraszający na dzisiejszy mecz (był on niestety złączony z betonem w sposób nieoperowalny), aż w końcu udałem się w kierunku osiedla mieszkaniowego pośrodku którego ulokowany jest stadion Stali.

Stadion
 
 

O ile dobrze pamiętam, Stal grała onegdaj na ciekawym PRL-owskim stadionie, na którym znajdowały się dwie dwupoziomowe (zgodnie z informacjami z Internetów, jak na zgrzebne standardy PRL-u było to bardzo nowatorskie rozwiązanie architektoniczne) żelbetowe trybuny z ławkami oraz bieżnia. Jakieś 10 lat temu w Mielcu wszyscy doszli do wniosku, że mają do wyboru - grać na stadionie pamiętającym złote czasy Kukli i Laty, ale niemożliwym do renowacji, czy zrównać to wszystko z ziemią i postawić coś zupełnie nowego. Zdecydowano się na drugą opcję - skasowano górny poziom trybun, a dolny przerobiono na coś bardziej funkcjonalnego i nowoczesnego. Ze starego stadionu pozostawiono za to ciekawe trójkątne maszty oświetleniowe, dziwną betonową konstrukcję łączącą obydwie trybuny za południową bramą... i niestety bieżnię.

Aktualnie stadion na Solskiego to obiekt składający się z dwóch dość podobnych trybun, liczących łącznie 6800 miejsc siedzących - teoretycznie wszystkie są zadaszone, choć w przypadku deszczu zapewne okazałoby się, że w pierwszych rzędach można zmoknąć. Pewnym problemem jest fakt, że trybuny są dosyć niskie i nie mają odpowiedniego nachylenia - po dodatkowym uwzględnieniu bieżni, reklam, itp. wszystko to sprawia, że widoczność na stadionie jest średnia (zdecydowanie gorsza niż w Stalowej Woli i w sumie chyba gorsza niż w Gorzycach), a z perspektywy pierwszych rzędów w zasadzie zła - ja na szczęście kupiłem sobie bilet wcześniej przez Internet, w miejscu w miarę przyzwoitym, zarówno jeśli chodzi o odległość od linii środkowej jak i o numer rzędu. Miałem też szczęście pod tym względem, że mało brakowało, a nieświadomie kupiłbym miejsce... w młynie, który zaczynał się w sektorze obok. W zasadzie, to można powiedzieć, że miałem ze swojego miejsca 10 metrów do strefy VIP i 10 metrów do młyna.

Co można jeszcze napisać o stadionie? Znajduje się na nim niezbyt imponująca jak na standardy ekstraklasowe tablica wyników, która pozwala na wyświetlanie czerwonymi znakami na czarnym tle nazw drużyn, wyniku i aktualnego czasu gry. Na tyłach trybuny jest stanowisko grillowe, gdzie można zakupić sobie giętą i inne tego typu rzeczy. Przed meczem i w przerwie z głośników leci tragiczna muzyka w stylu stacji radiowych eska czy rmf max, ale to już chyba ogólnopolski standard. Ciekawostką jest to, że na stadionie nie działał żaden punkt depozytowy, pomimo tego, że były one chyba nawet zaznaczone na schemacie stadionu na moim bilecie w PDF. Owszem, zdaję sobie sprawę, że zagrożenie epidemiczne stało się bardzo dobrym pretekstem dla organizatorów imprez masowych, żeby nie utrzymywać takich punktów, ale... dlaczego w takim razie zostały one oznaczone na bilecie wydawanym przez nowy system biletowy, który został wdrożony... tydzień wcześniej? (jest takie słynne powiedzenie - Organizacyjnie: Stal Mielec).

Atmosfera
 

Jak jest meczing, to są też i pamiątki. Pokręciłem się najpierw przed stadionem w okolicy kropki, która wyznaczała na Google Maps oficjalny sklep FKS Stal Mielec, ale od frontu stadionu znalazłem jedynie szeroko otwarte wejście główne, gdzie znajdowali się ubrani w sposób dość oficjalny ludzie z identyfikatorami. Po stwierdzeniu, że sklepu chyba jednak tam nie ma, skierowałem się w stronę znajdującego się nieopodal oficjalnego sklepu Kibiców Stali Mielec, gdzie kupiłem sobie kubek, szalik oraz smycz dla brata, a przy okazji przetłumaczyłem obsłudze pytanie jakiegoś kibica ze Szwecji (??), który poszukiwał w sklepie przypinek. Będąc w sklepie, spytałem również o oficjalne Energy Drinki Stali Mielec, ale w odpowiedzi usłyszałem, że są one dostępne tylko w oficjalnym sklepie Stali przy wejściu głównym stadionu. Jak się bowiem okazało, tuż obok wejścia głównego w dość dobrze zakamuflowanym miejscu, znajduje się niewielkie wejście do klubowego sklepiku, gdzie zakupiłem energolki oraz pobrałem darmowy program meczowy; magazyn ten był bardzo treściwy, szczególnie jak na swoją cenę.

Jak wspomniałem, po zajęciu swojego miejsca ze zdziwieniem stwierdziłem, że znalazłem się nieopodal młynu. Plusem tej sytuacji jest to, że nie mogę się teraz tłumaczyć tym, że czegoś tam nie widziałem/nie słyszałem, bo wszystko miałem jak na dłoni, a minusem fakt, że kiedy mieli śpiewać wszyscy, kurwa, wszyscy, to i ja również. Kiedy na stadionie rozległ się pierwszy gwizdek, z głośników rozległ się dźwięk silnika helikoptera (dla niewtajemniczonych - chodzi o zakłady PZL Mielec), młyn zaczął śpiewać, za to kibice na pikniku... jeszcze długo po pierwszym gwizdku gromadzili się na swoich miejscach, co było dość irytujące, ponieważ miejsca między rzędami krzesełek nie było zbyt dużo. Chyba najlepszą sytuację Stali z pierwszej połowy - poprzeczkę Domarskiego Domańskiego w 2. minucie meczu - zobaczyłem tylko dzięki temu, że wychyliłem się zza dupska przeciskającej się właśnie przede mną osoby. Wracając do samego młynu Stali - przez cały mecz dopingowali oni swój zespół, doceniając duże zaangażowanie, pomimo tego, że Stal nie prezentowała dziś wysokojakościowego futbolu (autentycznie, zero grać, kurwa mać!, a 100% pozytywnego dopingu). A śpiewano takie rzeczy jak:

Chłopcy z Solskiego, ciśniemy dziś na całego!

To my kibice Stali, wierni i oddani,
za Stal, za FKS, pójdziemy aż po życia kres!


W grodzie nad Wisłoką,
gdzie potężny zakład jest,
jest taka drużyna,
Która zwie się FKS!...

Oczywiście, powyższe melodie to dość standardowy repertuar na polskich stadionach - bardziej nietypowa była za to inna piosenka:

Obudzisz się dziś, obudzisz się dziś, obudzisz się dziś nad ranem,
zaśpiewam ja Ci, zaśpiewam ja Ci, piosenkę o Ukochanej!

(jeśli coś było dalej, to już tego nie zarejestrowałem)

Na meczu pojawili się również kibice gości - jak to na polskich stadionach bywa, pokazali się w swoim sektorze dopiero pod koniec pierwszej połowy, wcześniej bowiem trwała standardowa skrupulatna kontrola, a wszystkiemu towarzyszył szpaler policjantów w białych kaskach. Bezpieczeństwo jest bowiem najważniejsze i takie tam. W końcu kibiców wpuszczono do ogrodzonego sektora gości, który... nie był zamknięty, dlatego część fanów Śląska stanęła w sektorze buforowym, żeby zobaczyć mecz z lepszej perspektywy niż zza dwumetrowego ogrodzenia (i znów - organizacyjnie: Stal Mielec). Oczywiście, kibice na strefie buforowej nie stanowili dla pikniku żadnego zagrożenia, ale pierwszy raz widzę taką fuszerkę - dopiero po kilku minutach ochrona pokierowała wszystkich kibiców do swojego sektora.

Pisząc o atmosferze nie sposób wspomnieć o tym, że cierpliwość kibiców (szczególnie młynu, który do końca meczu wytrwale dopingował piłkarzy) opłaciła się, ponieważ Stal wyrównała w ostatniej akcji meczu. Euforia była niesamowita, wszyscy przez parę minut darli się, skakali z radości, padali sobie w ramiona - utrzymanie w takich okolicznościach smakowało tak doskonale, że to był doskonały przykład nietzscheańskiej dionizyjskości duszy.

Mecz
 

Całkiem niedawno doszedłem do wielce zaskakującego wniosku, że dużo lepiej ogląda się mecze o stawkę niż te, które są grane o nic. A stawką dzisiejszego meczu było utrzymanie w Ekstraklasie, ponieważ na 2 kolejki przed końcem Stal Mielec miała 5 punktów przewagi nad strefą spadkową, a Śląsk Wrocław 3 punkty. Biorąc pod uwagę, że Stal miała korzystny bilans meczów bezpośrednich z obydwiema drużynami ze strefy spadkowej, które mogły ją jeszcze dogonić (Wisła Kraków i Bruk-Bet Nieciecza), urządzał ją w tym meczu remis. W Śląsku mieli chyba dużo więcej do rozkminiania, bo w zależności od różnych wyników innych meczów, zespół mógł zarówno utrzymać się przy dwóch porażkach na koniec sezonu, jak i zdobyć w tych meczach w sumie 3 punkty i mimo to spaść. Dzisiejszemu meczowi przyglądali się przede wszystkim piłkarze Wisły Kraków, ale... nie wiem jaki rezultat by ich urządzał - w rundzie wiosennej tak bardzo popsuli oni swoją sytuację w tabeli, że chyba najbardziej satysfakcjonujący byłby dla nich w tym meczu obustronny walkower.

Jak zdążyłem wspomnieć w poprzedniej sekcji, Stal zaczęła z wysokiego C, ponieważ już w 2. minucie Maciej Domański oddał strzał mniej więcej z linii pola karnego i trafił w poprzeczkę. Niemniej, na boisku widać było, że dziś to Śląsk ma dużo więcej jakości, a Stal bazowała na pojedynczych zrywach, walce i chaosie. W 16. minucie Śląsk udokumentował przewagę, ponieważ Dennis Jastrzembski dograł z lewego skrzydła do będącego w polu karnym Picha, a Słowak w dość prostej sytuacji pokonał wypożyczonego 3 dni wcześniej z Lecha na zasadzie transferu awaryjnego Bartosza Mrozka. Swoją drogą, poza tą asystą w pierwszej połowie Jastrzembski rzucał się w oczy takim mendowatym stylem grania - tam odepchnąć, tam pociągnąć za koszulkę, tam odkopnąć piłkę po gwizdku, tam uniemożliwić rozegranie rzutu wolnego. Być może na moją ocenę jego występu rzutuje fakt, że zawodnik w pierwszej połowie grał na skrzydle przy naszej trybunie, więc wszystko było widać dość wyraźnie. W każdym razie, w pierwszej połowie był on głównym adresatem różnych bluzgów z pikniku.

Po zdobyciu bramki Śląsk wycofał się, a Stal zaczęła walić głową w mur, posyłając w pole karne dziesiątki wrzutek. Świadczyły one o tym, że Stal nie ma za bardzo pomysłu na przełamanie defensywy gości - choć może był w tym jakiś głębszy zamiar taktyczny, ponieważ obrońcy Śląska nie zawsze radzili sobie z dośrodkowaniami i piłka czasem trafiała do graczy Stali. W 28. minucie Oskar Zawada doszedł do dośrodkowania, jednak strzał głową z bliskiej odległości byłego napastnika Jeju United był tak spartolony, że cała trybuna krzyknęła... bynajmniej nie było to jeju. Parę minut później w zamieszaniu piłka trafiła do Flisa, który z bliska trafił w stojącego na linii obrońcę Śląska. Do przerwy Śląsk utrzymał prowadzenie.

Przebieg drugiej połowy do mniej więcej 90. minuty można scharakteryzować dość krótko - Stal przez całą drugą połowę wrzucała piłkę coraz bardziej rozpaczliwie w pole karne gości, a goście dość dobrze się bronili i zaczęli wyprowadzać coraz groźniejsze kontry. Większość z nich zmarnował wprowadzony w drugiej połowie Fabian Piasecki, czasami w sposób naprawdę nonszalancki i niewytłumaczalny. Dostrzegam u niego pewien konflikt interesów, ponieważ jeszcze w rundzie jesiennej był on na wypożyczeniu właśnie w Stali i to głównie dzięki jego dobrej grze Stal jesienią zrobiła na tyle dużą przewagę nad strefą spadkową, że pomimo fatalnej wiosny (przed tym meczem najgorsza drużyna rundy wiosennej!) po 32. kolejkach Mielczanie nadal byli nad kreską. W końcu, rozpoczął się doliczony czas gry, w którym Stal w coraz bardziej desperacki sposób wrzucała piłkę w pole karne Śląska. Były dość duże emocje - Victor Garcia zarobił czerwoną kartkę, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Putnocky w świetny sposób wybronił z bliska strzał Sitka z ostrego kąta.

Wydawało się, że wszystko skończy się wynikiem 0:1, ale w końcówce doliczonego czasu Stal dostała jeszcze rzut wolny z odległości ok. 35-40 metrów od bramki Putnocky'ego. To miała być już naprawdę, naprawdę ostatnia akcja meczu, a w okolice pola karnego pofatygowało się 9 piłkarzy Stali (wszyscy poza wykonawcą rzutu wolnego i bramkarzem). Wrzutka trafiła do Mateusza Matrasa, który strzałem z ok. 12 metrów głową w idealny sposób przelobował dobrze dziś dysponowanego Putnocky'ego, a cały stadion wprost oszalał z radości. Wszyscy piłkarze Stali, cała ławka, sztab, ruszyli do chorągiewki świętować bramkę, a sędzia odgwizdał koniec meczu.

next  prev