glownachomikmapatrocinytags
Racing Club de Lens - Stade Malherbe Caen 1:4 (1:2)
22.02.2020 15:00
Stade Bollaert-Delelis, Lens
Domino's Ligue 2
Widzów: 27.711
Cena biletu: 33 € (Xerces Centrale, normalny)
             

W tym miejscu miał znajdować się jakiś ciekawy wstęp po francusku rodem z Google Translate, ale... okazuje się, że Chomik Piłkarski to po francusku Hamster de Football. Rozczarowujące (brzmi zupełnie jak angielski).

W każdym razie, czas na pierwszą relację z Francji - na początek mecz u wicelidera Ligue 2.

Dotarcie na mecz
 

Cały pomysł na tę wycieczkę zrodził się w mojej głowie w momencie gdy wyhaczyłem bilet lotniczy do Charleroi za 39 PLN. Co za okazja, ile zaoszczędzę! Co prawda, gdy do tego zacząłem doliczać taksówkę na lotnisko (nie chciałem tłuc się na lotnisko nocnymi autobusami, bo trasy mało dogodne, nie mówiąc o potencjalnych współpasażerach), transfer z lotniska do Lille, pociągi, noclegi, bilet powrotny z Charleroi, wyszło na to, że wcale nie była to tania wycieczka. No i należy doliczyć jeszcze bezdomnych, którzy wyciągali ode mnie na dworcu euro na manger (ich miesięczny utarg przeliczony na PLN był pewnie wyższy niż moja pensja, ale bardzo ciężko odmówić komuś, kto mówi, że zbiera na jedzenie).

Tego dnia moim głównym celem był mecz Ligue 1 w Lille (do Lille dojechałem zgodnie z planem o 11 autobusem z belgijskiego lotniska w Charleroi). Podczas planowania szczegółów wycieczki ze zdziwieniem stwierdziłem jednak, że nie dość, że Lens znajduje się w odległości jakichś 25 kilometrów od Lille, to jeszcze istnieje możliwość pogodzenia meczu Lens - Caen z Lille - Toulouse. O 13.18 wsiadłem więc na Gare de Lille (tam, gdzie skubali mnie bezdomni; wym. ghaaa' delil) w pociąg SNCF relacji Lille - Lens. W pociągu dostrzegłem trochę osób noszących różnego rodzaju elementy ubioru w barwach flagi belgijskiej, które okazały się potem być barwami Lens. Gdy wyszedłem z budynku dworca, zobaczyłem już cały tłum ludzi w żółto-czerwono-czarnych barwach, który ciągnął w stronę stadionu - dołączyłem więc do nich i tym sposobem dotarłem na miejsce dzisiejszego spektaklu. Pod stadionem dowiedziałem się ou se trouve billetterie i zakupiłem w kasie niezbyt tani bilet normalny. Następnie udałem się do oficjalnego sklepu RC Lens, gdzie ustawiłem się w kolejce; po stwierdzeniu, że rozładowanie jej zajęłoby co najmniej 20 minut, postanowiłem opuścić sklep i poszukać pamiątek gdzieś pod stadionem.

We Francji, jak można się domyślić, kontrole są dużo bardziej rygorystyczne niż w krajach, gdzie nie zdarzają się zamachy terrorystyczne. Ja ze swoim plecakiem, w którym miałem kosmetyki, zapas ubrań na dwa dni i inne rzeczy, miałem dość ciężką przeprawę, ale po przejrzeniu całej jego zawartości zostałem wpuszczony na stadion. Przy okazji, okazało się też, że w tego typu sytuacjach (konieczność sprawnego obsłużenia długiej kolejki) Francuzi przyznają się do znajomości języka angielskiego i operują nim bardzo dobrze.

Stadion
 
 

Stade Bollaert-Delelis - z wikipedycznych ciekawostek, do 2012 roku włącznie nosił on miano Stade Félix Bollaert (prezes Compagnie des Mines de Lens); po śmierci wieloletniego burmistrza Lens (32 lata na stanowisku - nie był więc to pierwszy-lepszy partyjniak, a człowiek naprawdę kochany przez swoją społeczność), André Delelisa, w nazwie obiektu pojawił się również drugi człon.

Jeśli miałbym scharakteryzować obiekt jednym słowem, najprościej byłoby powiedzieć... Highbury gimby nie znajo. Stadion Lens, tak samo jak Highbury, również składa się z czterech kanciastych zadaszonych trybun, które nie są ze sobą złączone narożnikami (ale za to w przypadku stadionu Lens połączone u góry masztami wspierającymi zadaszenie), po bokach których znajdują się ściany. Trybuny są wielopoziomowe, a ich nachylenie jest odpowiednie, stąd oglądanie meczów jest dużą przyjemnością. Po prostu jest to dobry stadion o dobrym, europejskim standardzie i nie ma sensu go opisywać, ponieważ można go zobaczyć w telewizji raz na dwa tygodnie... a przynajmniej będzie można, jeśli Lens powróci do Ligue 1.

Pojemność stadionu, w zależności od źródła, wynosi od 38 do 41 tysięcy miejsc. Szczególnie ciekawy jest jednak fakt, że niezależnie od źródła, pojemość stadionu... jest wyższa niż oficjalna liczba mieszkańców miasta (ok. 31 tysięcy). Poza czterema estetycznymi trybunami, na stadionie znajdują się również dwa telebimy, na których wyświetlane są wysokiej jakości treści mutlimedialne.

Z ważnych ciekawostek, przy stadionie znajduje się aleja im. Marca-Vivien Foé. Kameruński piłkarz, który zmarł na boisku podczas meczu Pucharu Konfederacji w 2003, wcześniej przez pięć lat był piłkarzem własnie RC Lens. Swoją drogą, pamiętam, że w momencie jego śmierci miałem wtedy 10 lat i że ta informacja zrobiła na mnie piorunujące wrażenie (do tego ta okladka w Piłce Nożnej o treści Śmierć na boisku).

Atmosfera
 
 

Przed swoją wycieczką pośwęciłem trochę czasu na naukę francuskiego - wcześniej w ogóle nie znałem tego języka (co jest trochę zawstydzające, zważywszy na to, że nawet na Żylecie potrafią wywiesić transparent po francusku), a obecnie jestem w stanie powiedzieć jakieś 100 słów. Nie jest to jakaś oszałamiająca liczba, ale w zupełności wystarczyła do podstawowej komunikacji, kiedy np. na oficjalnym stoisku pod stadionem chciałem kupić sobie szalik RC Lens - je voudrais acheter une écharpe.... Gorzej jednak było w momencie, kiedy chciałem również zakupić bratu mały proporczyk - w tym momencie byłem w stanie jedynie dodać do poprzedniego zdania ...et... i wskazać na gadżet.

Kiedy zasiadłem na trybunie, tuż obok mnie usiadło dwóch emerytów. Jeden z nich, siadając obok mnie odezwał się do mnie po francusku, czego ja oczywiście nie zrozumiałem, co spowodowało, że zaczęliśmy prymitywną rozmowę, wykonywaną częściowo po francusku, ale przede wszystkim na migi (moje kwestie podkreślone):

-Pardon je ne parle pas français.
-Sérieusement?
(wskazuje na mój szalik Lens i dziwi się)
-Je suis touristique. Je parle English et Russkij
-Polonais?
-Oui, Polonais!
Ah, Jaiseq' Ba'q!
Oui, Jacek Bąk!

Następnie przez cały mecz wymienialiśmy ze sobą dziwaczne gesty i miny. Generalnie, poza jakże złożoną rozmową, która miała miejsce na początku meczu, odbyliśmy jeszcze tylko jedną konwersację, kiedy sędzia odgwizdał dość problematyczny rzut karny dla Caen.

-Pénalité
-...pourquoi? C'est VAR?

(tu mój rozmówca kiwa głową - pewnie powiedziałem coś w stylu jestem śrubokrętem albo suche światło)
-C'est VAR?
- Oui, oui.

(w końcu domyślam się, że moja wypowiedź nie miała sensu, więc pokazuję w powietrzu palcami prostokąt) VAR?
- No, no, no...

I w sumie szkoda, że na Ligue 2 nie było VAR, ponieważ pierwszy karny dla gości wydawał mi się niesłuszny.

Ze względu na moją beznadziejną znajomość języka francuskiego, nie jestem w stanie powiedzieć, o czym właściwie śpiewali kibice obydwu drużyn. W każdym razie, atmosfera była kapitalna, m.in. brałem udział w tworzeniu żółto-czerwonej kartoniady. Jak się okazało, na mojej trybunie (tyle że na sektorze znajdującym się piętro niżej) znajdował się sektor fanatyków, którzy przez cały mecz machali flagami i zagrzewali swoją drużynę śpiewami. Co prawda mecz skończył się pewną kompromitacją drużyny gospodarzy (stadion pożegnał swoich piłkarzy gwizdami), jednak sektor fanatyków starał się wspierać swoich piłkarzy aż do końca.

Na meczu była też grupa kibiców Caen, których na oko było ok. 300-400. Obłożyli oni swój sektor niewielkimi flagami w barwach swojego klubu i przez cały mecz dopingowali swój zespół, próbując przebić się dźwiękowo przez doping gospodarzy (im bliżej końca meczu, tym bardziej się im to udawało).

Po meczu zakupiłem sobie francuski specjał, czyli Frites (pomógł mi w tym fakt, że na stadionie znalazłem ot tak 10 euro - ktoś na górze był rzeczywiście zażenowany faktem, że oddłaem tyle euro bezdomnym i postanwił zrekompensować mi część moich strat). Dzięki temu pooobcowałem sobie trochę z francuską kulturą - dostałem wielką tacę frytek i mogłem do woli polewać ją ketchupem, majonezem i sosem meksykańskim z trzylitrowych pojemników.

Mecz
 
 

Co prawda to tylko Domino's Ligue 2 (jakby ktoś dziwił się, że pizzeria sponsoruje ligę piłkarską - to i tak jeszcze nic, bo piłkarze Lens mieli na spodenkach logo McDonald's), ale i tak byłem bardzo zadowolony - w końcu Lens to nie byle coś; ciągle pamiętam czasy, kiedy klub ten był wicemistrzem Francji, toczył boje w fazie grupowej Lidze Mistrzów z Milanem (swoją drogą, Milan w LM również staje się coraz większą ciekawostką)... i grał w nim Jaiseq' Ba'q. Lens w Ligue 2 z perspektywy kogoś, kto żyje przeszłością, to jednak nadal anomalia, stąd fakt, że przed meczem byli wiceliderem, dużo bardziej wpasowywał się w mój światopogląd. Dzisiejszy rywal z tego takiego miasta, gdzie przyznaje się nagrody gównianym filmom nie mógł się pochwalić takimi sukcesami, a zresztą ich herb wyglądał jak skrzyżowanie ikony aplikacji smartfonowej i logo klubu baseballowego. Jedyne, co mi się kojarzyło pozytywnie z Caen to fakt, że na ławce rezerwowych siedział znany z polskich boisk Elhadji Pepe Diaw (trener Dupraz hehehehe nie wprowadził go jednak tego dnia na boisko). Przed rozpoczęciem meczu całym sercem byłem za klubem, którego szalik nosiłem od 15 minut.

Od początku meczu gospodarze gra toczyła się głównie na połowie gości, a w 11. minucie Lens otworzyło wynik w swojej pierwszej groźnej sytuacji - na lewym skrzydle piłkę dostał Haidara i posłał podanie w pole karne, które (szczęśliwie) dotarło do Jeana. Napastnik Lens oddał strzał z ostrego kąta, który przeszedł między nogami interweniującego Riou i piłka wpadła do bramki. Na telebimie pokazał się wielki napis BUT!, co po francusku oznacza gola, a następnie kibice mogli wykrzyczeć nazwisko jego strzelca (jednosylabowe nazwiska są generalnie słabe do wykrzykiwania). Po tym golu gospodarze nadal przeważali, choć dopuścili do groźnej sytuacji, w której strzał piłkarza Caen minimalnie minął bramkę. Jednak nikt nie spodziewał się katastrofy, która miała miejsce w 21. minucie meczu. Z własnej połowy daleką piłkę w kierunku pola karnego gospodarzy posłał jeden z obrońców Caen (chyba Vandermersch). Wyglądało to dosyć rozpaczliwie, ale okazało się całkiem przemyślane, szczególnie że Caleb Zady Sery świetnie przyjął ten 50-metrowy cross, dzięki czemu wyprzedził ostatniego obrońcę i wpadł w pole karne. Wspomniany już obrońca (Fortes) próbował interweniować, ale zrobił to tak niefortunnie, że dał Zady Sery'emu bardzo dobry pretekst do symulki trafił go kurwa wiesz, ten przyaktorzył, a sędzia odgwizdał karnego. Jedenastkę wykonywał Tchokounté i uderzył w okolice środka bramki - Jean-Louis Leca, choć ruszył w przeciwną stronę, trącił nawet piłkę ręką, ale nie zdołał zmienić jej toru lotu. Caen wyrównało. W 30. minucie goście dostali kolejnego karnego; znów wywalczył go Zady Sery i... znów mam wrażenie, że w tej sytuacji nie było kontaktu pomiędzy nogami zawodników (co więcej, Radovanović w tej sytuacji trafił nogą w piłkę). Jedenastkę pewnym strzałem przy samym rogu wykorzystał Oniangué. Generalnie, miałem wrażenie, że w pierwszej połowie goście zawdzięczali swój bardzo dobry rezultat przede wszystkim sędziemu.

W drugiej połowie Lens zrobiło całkiem nieźle i mieli parę dobrych sytuacji, by wyrównać; nie notowałem konkretnych sytuacji, ale po jednym z rzutów rożnych napastnik Lens strzelił głową minimalnie nad bramką. Więcej korzyści z kornerów mieli jednak goście. W 72. minucie po wrzutce w pole karne z rożnego Radovanović zblokował Lecę, który wypiąstkował piłkę pionowo w górę zobaczcie, kurwa, co on gra! To jest siatkówka!. Stoper Lens następnie przeszkodził jeszcze w wybiciu piłki głową Gilletowi (dwa błędy w trzy sekundy!), a ta spadła pod nogi Oniangué, który przytomnym strzałem z półobrotu pokazał, że potrafi wykorzystywać nie tylko jedenastki. Minutę potem za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Michelin i gospodarze grali w dziesiątkę. A po kolejnej minucie goście rozklepali nonszalancko obronę Lens, a Zady Sery zagrał wzdłuż linii bramkowej do Tchokounté, który wślizgiem podwyższył prowadzenie Caen. Zarówno sposób strzelenia bramki (niczym na treningu) jak i fakt, że była to bramka na 1:4, były dla gospodarzy totalnie poniżające. Piłkarze Lens i tak mieli szczęście, że sędzia odgwizdał spalonego przy piątej bramce dla Caen.

W doliczonym czasie gry jeden z piłkarzy Caen dostrzegł, że Riou stoi dość daleko od własnej bramki i oddał strzał z ponad 40 metrów. Piłka zmierzała tuż pod poprzeczkę i bramkarz Lens końcami palców odbił ją na róg. Nawet trochę szkoda, bo to byłby przepiękny gol; nawet siedzący obok mnie emeryt wyglądał, jakby żałował, że to nie wpadło.

next  prev