glownachomikmapatrocinytags
Legia Warszawa - Wisła Płock 0:2 (0:2)
16.12.2017 20:30
Ł3, Stadion Wojska Polskiego, Warszawa
Lotto Ekstraklasa
Widzów: 13.721
Cena biletu: 45 zł (normalny, trybuna południowa, bez karty kibica)
       

Kończymy chomiczą rundę meczem na stadionie Mistrza Polski. Do lidera Ekstraklasy legitymującego się bilansem 8-1-0 przyjeżdża drużyna balansująca na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej, która przegrała jak na razie 5/10 swoich wyjazdowych meczów. Zapowiada się nuda.

Dotarcie na mecz
 

Aby dodać relacji dramatyzmu, specjalnie udałem się na ten mecz pieszo. No, może bez przesady, że przeszedłem pieszo całą Warszawę – dojechałem do metra Politechnika i stamtąd udałem się na Stadion Wojska Polskiego na piechotę, aleją Armiii Ludowej Lecha Kaczyńskiego. Na stadionie zakupiłem bilet na odpowiednią trybunę, odwiedziłem Legia FanStore w celu kupienia bratu prezentu pod choinkę, a następnie udałem się w stronę wejścia na trybunę południową. Jeżeli ktokolwiek śledzi tego bloga, być może pamięta moje relacje z Czech, w których strasznie dziwił mnie fakt, że przy zakupie biletu na czeską ekstraklasę nie musiałem nawet podawać swoich danych osobowych. W tym przypadku było zupełnie inaczej. W kasie oczywiście pokazałem dowód i dopiero na jego podstawie wydano mi bilet. Z kolei na samych bramkach biletowych musiałem pokazać stewardowi swój bilet wraz z dowodem osobistym.

- Proszę o ściągnięcie czapki – rzekł steward przypatrując mi się uważnie

(zdjąłem czapkę, a tymczasem steward nadal naprzemiennie patrzy na dowód, patrzy na bilet, patrzy na moją twarz)

- OK, to chyba Pan – powiedział mi steward, oddając mi bilet wraz z dowodem i przepuszczając mnie przez bramkę

Znowu jestem w swoim kraju!

Stadion
 

Cóż, nie wiem, czy jestem w stanie napisać coś odkrywczego, ponieważ od czasu gdy zdawałem swoją ostatnią chomiczą relację z Legii, z meczu eliminacji Ligi Europy nic się tu specjalnie nie zmieniło. Stadion nadal stoi tak jak stał i wygląda tak samo jak poprzednio. Jedynie zmieniła się moja perspektywa, ponieważ ostatnio relacjonowałem z trybuny im. Kazimierza Deyny (wschodniej), a tym razem zasiadłem na trybunie południowej, im. Lucjana Brychczego.

Nie wiem, o czym w takim razie powinienem tu opowiedzieć. Stadion jest nowoczesny, w pełni funkcjonalny, itd. itp. W narożnikach zainstalowane są dwa telebimy, na których krótkowzroczni, tacy jak ja, mogą oglądać akcje odbywające się pod przeciwległą bramką – tyle że o tym pisałem już w poprzednim poście. Jeśli chodzi o nowe, nieopisane dotychczas rzeczy, przychodzi mi do głowy tylko jedna. Otóż ze względu na dzisiejszą temperaturę pierwszy raz ustawiłem się w kolejce do stoiska gastronomicznego. Mieli tam nie tylko hot-dogi, ale nawet grzane wino (spokojnie. to tylko Grzane Zbójeckie, nie żaden rarytas). Jak się okazało, na Legii na stoiskach gastronomicznych panuje raczej podejście slow-food, a kolejka rozładowywała się na tyle wolno, że postanowiłem ją jednak opuścić, żeby zdążyć na początek drugiej połowy. Gdybym używał swojego smartfona jak należy, mógłbym być może zeskanować QR kod i zamówić sobie poprzez apcię jedzenie na swoje konkretne miejsce. Niestety, smartfona używam jedynie do robienia zdjęć, stąd nie wiem jak skanuje się QR kody. Musiałem więc przeżyć cały mecz bez jedzenia i zadowolić się dopiero kebabem, którego zjadłem na osiedlu po meczu (zaraz, czy to w ogóle kwalifikuje się do sekcji Stadion?).

Atmosfera
 

Ostatnie wyniki Legii (zaledwie 7 punktów w 4 meczach) oraz temperatura oscylująca w okolicach zera nie zachęcały do tłumnego odwiedzenia Łazienkowskiej. Stąd, na meczu stawiło się zaledwie 13.721 widzów (z czego istotną część stanowili fani Wisły Płock, ale o tym za chwilę). Najważniejszym wydarzeniem meczu było z pewnością pożegnanie Guilherme, dla którego był to ostatni mecz w barwach Wojskowych, co ciekawe, jubileuszowy, 150. W związku z tym faktem, mam dwa przemyślenia, którymi chciałbym się z Wami podzielić na łamach tego jakże poczytnego bloga. Po pierwsze primo: jeśli istotny skrzydłowy Mistrza Polski decyduje się na poszukiwanie nowych wrażeń w absolutnym outsiderze Serie A, bo ponoć ma trafić do Benevento (1 punkt w 17 meczach! a ten jeden punkt po golu bramkarza w 95. minucie!!), to po cholerę jeżdżę po całym kraju oglądać piłkę nożną na przeróżnych poziomach ligowych? Przecież to dobitnie świadczy o tym, że nasza rodzima piłka nie jest warta funta kłaków. A po drugie primo – jakże ciekawa to odmiana po tych wszystkich Klubach Kokosa czy innych piłkarzach dekorujących choinki (vide Przemysław Trytko). Oto piłkarz nie decyduje się na przedłużenie kontraktu z klubem, a Klub żegna się z nim po ludzku: nie odstawia go, a piłkarz nawet w ostatnim meczu swoim meczu wychodzi w pierwszym składzie. Klub honoruje go, prezentując go na telebimie z napisem „THANK YOU”; życzy mu dalszych sukcesów, nawet w tym cholernym Benevento. A kibice żegnają go psychodelicznym (ale całkowicie pozytywnym) wyciem o treści:

„Guilherme. Guiherme, Guilherme (x 1000)”

To jest naprawdę pozytywne. I dobrze, że poruszyłem ten temat na początku, ponieważ w dalszej części będą poruszane rzeczy powszechnie uważane za mniej pozytywne. Przede wszystkim, tego dnia wybrałem całkowicie intencjonalnie sektor, który znajduje się zaraz obok sektora gości – liczyłem na ciekawe wrażenia „kibicowskie” i się nie zawiodłem. Wisła Płock ogłosiła wyjazd do Warszawy „Wyjazdem Sezonu” (w przypadku Wisły Płock, która ma do Warszawy nieco ponad 100 kilometrów, jest to zupełnie zrozumiałe – inna sprawa, że właściwie dla wszystkich klubów wyjazd na Legię jest to „Wyjazd Sezonu”) i stawiła się na stadionie w godnej liczbie, którą szacuję na prawie 1000 osób. Goście otoczyli swój sektor flagami, ale z mojej perspektywy widoczne były jedynie cztery: flaga zgody „Stomil”, flaga „ZKS 1947”, „Petrochemia” (kocham tego typu oldschool), oraz flaga, której nie potrafiłem rozszyfrować ze względu na swoją krótkowzroczność, ale która wyglądała mniej więcej jak „Banda z Mazowsza” (a może Szlachta?).

Z oczywistych względów organizacyjnych kibice gości na wszelki wypadek stawili się na meczu dużo wcześniej aniżeli gospodarze, stąd mieli dużą przewagę przed meczem, kiedy wygwizdywali wychodzącego na rozgrzewkę Arkadiusza Malarza, czy fetowali wyjście na murawę Merebaszwilego, czy innego Łasickiego. Nawet podczas meczu słyszałem ich bardzo wyraźnie, choć należy brać poprawkę na to, że siedziałem nieopodal ich sektora.

Przy okazji muszę wtrącić, że spiker gospodarzy, czyli Juras, zawsze zaczyna swoją konferasjerkę od nagłego wykrzyczenia „Ceeeeeeeeeeeeeeeeeeee…..!!!” (co mnie zawsze zaskakuje, bo nigdy nie jestem na to przygotowany prawdopodobnie wyglądam wtedy jak spłoszona fretka), a po chwili trybuny wykrzykują „C, C, CWK, CWKS, Legia!”. Niemniej, na wszystkie tego typu zaśpiewy kibice Petrochemiii byli gotowi i odkrzykiwali w odpowiednim momencie (kiedy miało paść słowo „Legia!”) słowo „kurwa!”. Już w 4. minucie meczu odśpiewali też słynne „LTSK”, a po paru minutach rozbrzmiało również:

„Ole ole, Ole ola,
Legia to kurwa w dupę jebana!”

Co więcej, przed meczem, albo na samym początku meczu, na płocie sektora gości zapłonął szalik Legii. Nie wyglądało to specjalnie spektakularnie, a zgromadzeni na Południowej kibice Legii raczej śmiali się z tego faktu. Dużo bardziej na serio całą sytuację potraktowała Straż Pożarna, ponieważ na sektorze pojawiło się dwóch strażaków z gaśnicami i spektakularnie zażegnali niebezpieczeństwo wiążące się z dopalającym się na płocie szalikiem. A kibice Legii nie pozostali dłużni i po chwili Żyleta zachęciła cały stadion do intonowania następującej pieśni (w rytmie Go West Pet Shop Boys):

„Wisła, z chuja wytrysła!”

Ponadto śpiewano takie piosenki jak „Petrochemia jest zboczona, stara kurwa, pierdolona!”.

Nie powiedziałem jeszcze ani słowa o flagach Legii, stąd chcę naprawić swoją opieszałość. Na dolnym sektorze Żylety zawisły flagi jej fanklubów wśród nich znalazły się (od lewej do prawej): Zambrów, Dolny Mokotów, Brodnica (to już kujawsko-pomorskie), Chełmża (również kujawsko-pomorskie - chciałbym również zaznaczyć, że klub z Chełmży nosi miano „Legii”; sam widziałem na murach w Chełmży „elki” w kółku), Siedlce, Mińsk Mazowiecki, Sochaczew, Pułtusk (coś dla prawdziwych fanów czcionki Comic Sans), Ciechanów oraz Ostrołęka. Dla górnego pierścienia zostały zarezerwowane flagi klubowe oraz zgodowe – od lewej można było zobaczyć flagi „LEGIA WARSZAWA”, „DUMA I SŁAWA”, „RADOMIAK”, (w międzyczasie również „'ŻYLETA' jest zawsze z Wami”) „OLIMPIA ELBLĄG”, „ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC” i znów „Legia Warszawa”. W drugiej połowie po lewej dołączył improwizowany transparent o treści „REFUGEES WE(L)COME: FREE WALUŚ” (przez 12 lat uczyłem się angielskiej gramatyki i teraz chciałbym zapytać autorów transparentu: „tso?”).

Ze względu na korzystne dla Petrochemii wydarzenia boiskowe (po których do przerwy prowadzili już 2:0), goście mieli szansę, by zaśpiewać m.in.

„Trele Morele,
Legia to kurwy i cwele”

Trybuna południowa odpowiadała zaś spontanicznymi fakami oraz losowymi zaśpiewami. Ogólnie, miały miejsce typowe scysje pomiędzy kibicami gości a kibicami gospodarzy. Kibice z trybuny południowej nie żałowali dla gości faków oraz losowych bluzgów (jeśli chodzi o indywidualne bluzgi, to szczególnie przypadło mi do gustu sformułowanie w stronę sędziego Musiała „żeby cię tak Smok Wawelski w dupę wyjebał!”), a kibice gości odwdzięczali się nam fakami wystawianymi zza płotu. Z obiektywnego punktu widzenia, nie było teatru. Juras wielokrotnie musiał wciskać guzik, który uruchamiał syntezator – sztuczny kobiecy głos rozbrzmiewał wtedy nad stadionem i mówił:

„Szanowni Państwo, prosimy o nieużywanie słów wulgarnych,
a także skupienie się na dopingu dla swojej drużyny”

Niemniej, Petrochemia wygrała ten mecz, a więc po spotkaniu kibice gości mogli śpiewać takie rzeczy jak:

Idźcie do domu, to nie powiemy nikomu

Zwijać te szmaty i wypierdalać do chaty!

Mecz
 

Na przebieg meczu rzutowały dwie akcje – dwa istotne błędy stoperów Legii, których nijak nie dało się usprawiedliwić. W mniej więcej 8. minucie meczu Inaki Astiz ewidentnie powalił w polu karnym na ziemię Giorgiego Merebaszwilego. Przy pierwszej przerwie w grze sędzia udał się do swojej budki aby zapoznać się z analizą VAR, po czym wskazał na wapno. Kibice z Południowej śpiewali co prawda „PZPN, PZPN, jebać, jebać PZPN!”, ale było widać jak na dłoni, że za starcie Merebaszwilego z Astizem należał się karny. Karnego pewnie wykorzystał Varela (no, w sumie nie tak pewnie, ponieważ Malarz rzucił się w dobrą stronę). Po kilku minutach było zaś 2:0. ponieważ niespodziewanym i błyskotliwym strzałem w środek bramki zaskoczył Malarza… Jakub Czerwiński. Czerwiński generalnie nie powinien zaliczyć pierwszej połowy do udanych. Był dosyć nieogarnięty, a gdyby w paru sytuacjach nie dublował go Hloušek, wynik mógłby być jeszcze wyższy.

W drugiej połowie Wisła dosyć spokojnie się broniła. Kiedy mogła, kradła czas, co było momentami naprawdę irytujące. Legia dochodziła czasami do niezłych sytuacji podbramkowych, ale albo akcje przerywał dobrze dysponowany dziś Seweryn Kiełpin, albo Legia dramatycznie pudłowała (vide sytuacja z 2. połowy, kiedy Sadiku nie trafił głową z paru metrów)

Legia przegrała z kretesem, ale co ciekawe, obroniła fotel lidera. Jak się później okazało, potencjalny lider, Górnik Zabrze, przegrał u siebie z potencjalnym spadkowiczem, Cracovią. I to 0:4. To właśnie jest Ekstraklasa.

next  prev