 |
Józefovia Józefów - KS Konstancin 3:1 (0:1)
16.09.2017 12:00
Stadion Miejski w Józefowie
Klasa okręgowa, grupa Warszawa II
Widzów:
100-120
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Po obejrzeniu w Warszawie niedawnego gwałtu uczynionego przez Józefovię na Błyskawicy w okręgowym Pucharze Polski oraz jej wcześniejszego pewnego zwycięstwa w lidze nad Świtem Warszawa (2:0, jeszcze w poprzednim sezonie, czyli w czasach „przedchomikowych”) postanowiłem zajrzeć do Józefowa i sprawdzić, co się tam właściwie wyrabia – skąd piłkarze mają tyle mocy? Gdzie jest sekret ich naprawdę świetnego (choć zaledwie na poziomie okręgówki, ale naprawdę widowiskowego) futbolu? Poniżej prezentuję wyniki moich badań.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Józefów to nieduże miasto znajdujące się pomiędzy Warszawą a Otwockiem. Najlepiej jest dostać się tam koleją – ja wybrałem niezawodne Koleje Mazowieckie i relację Warszawa Zachodnia – Pilawa. Wyjeżdżałem ze stacji Warszawa Śródmieście, ale bilet oczywiście zakupiłem na relację Warszawa Falenica – Józefów, ponieważ większość trasy przejechałem na bilecie warszawskiej komunikacji miejskiej.
Trafić na stadion jest dość łatwo – a gdyby ktoś się zgubił, należy po prostu iść wzdłuż torów aż do oporu (w tym przypadku opór stawia rzeka Świder). Po napotkaniu rzeki Świder, należy skręcić dróżką w lewo i iść, aż dojrzy się stadion, który znajduje się jakieś 50 metrów od jej brzegu. Przy czym od razu mówię, że nie testowałem tego rozwiązania i nie wiem, czy ta droga jest możliwa do przejścia – sam udałem się na stadion ulicami Józefowa.
Po drodze nie uświadczyłem żadnego śladu obecności w mieście klubu Józefovia – na słupach niestety nie było żadnych plakatów zapraszających na mecz, które kolekcjoner takich rzeczy mógłby sobie wypożyczyć. Jedyne vlepy, jakie uświadczyłem po drodze, to vlepy Otwockiego FC Legii (raz na którejś z vlep pojawiła się nazwa „Józefów”). Powracając ze stadionu natrafiłem na bardzo dobre legijne graffiti, ale nie wrzuciłem go do galerii, bo było już nieco zbeszczeszczone.
| | Stadion |
    |
Miejskie Tereny Sportowo-Rekreacyjne Józefowa to arena meczów Józefovii. Stadion znajduje się nieco na uboczu (prowadząca nań droga wygląda raczej jak droga donikąd, a nie na stadion), a jak już zdążyłem wspomnieć, nieopodal płynie malownicza rzeczka Świder. Co prawda rzekę osłania gęsty szpaler drzew i od stadionu prowadzi do niej jedynie szeroka ścieżka, ale myślę, że dla napastników warszawskiej okręgówki trafienie w dogodnej sytuacji podbramkowej do Świdra nie stanowiłoby większego problemu.
Na sam stadion składa się piętrowy budynek klubowy, boisko oraz jedna trzyrzędowa trybuna, oczywiście biegnąca wzdłuż linii bocznej. W hallu budynku klubowego można skorzystać z automatu z przekąskami (z toalety też, ale wejście jest na tyłach budynku), lub też obejrzeć trofea młodzieżowych drużyn Józy oraz wiszące na ścianie proporczyki różnych jej przeciwników (zastanawia mnie, skąd wzięło się tam Zagłębie Lubin – z całym szacunkiem do Józefovii). Moją uwagę przykuła przede wszystkim gablotka, w której znajdowały się przykładowe pamiątki Józy, takie jak kubek, czy szalik. Niestety, tego dnia nie dało się kupić żadnej pamiątki (ponoć nie było odpowiedniej osoby, która może się tym zająć); trudno, spróbuję innym razem. Naprawdę było mi szkoda, ponieważ kubek MLKS Józefovia to naprawdę byłoby coś.
Zgodnie z oficjalnymi danymi, boisko ma wymiary 96×58 metrów. To chyba dlatego dzisiejszy mecz był taki szybki i widowiskowy (gdyby okazało się, że boisko ma 120 metrów, pewnie napisałbym to samo). Z innych informacji wyczytanych w Internecie: jedyna trybuna stadionu liczy ponoć dokładnie 499 miejsc.
| | Atmosfera |
    |
Na meczu stawiło się około 100 widzów (przy czym szacuję, że było ich jednak nieco więcej niż 100). Zasiadali oni głównie na trybunie, jednak niewielka grupka obserwowała mecz również zza bramki, stojąc przy budynku klubowym. Kilka osób znajdowało się również na „loży”, tzn. na balkonie budynku klubowego.
Przed pierwszym gwizdkiem na płocie pojawiły się dwa płótna – jedno o treści „JÓZEFOVIA”, drugie o treści „Józefovia Józefów” („z tysiąca klubów Cię wybrałem – i na zawsze pokochałem”), co oczywiście wzmogło mój apetyt na kibicowskie atrakcje, jednak tym razem nie było raczej żadnych śpiewów. O atmosferze meczu takiego jak ten, zwykłem mawiać, że jest ona „dla koneserów”. A więc koneserzy dobrego futbolu siedzieli na trybunie i żywo komentowali boiskowe zmagania obydwu drużyn. Czasem reagowali dość żywiołowo na niektóre decyzje sędziego, ale generalnie byli powściągliwi jeśli chodzi o reakcje na wydarzenia boiskowe. Zorganizowanych form dopingu nie uświadczyłem, poza wspólnymi śpiewami wraz z drużyną po końcowym gwizdku (dość standardowe: „Kto wygrał mecz?” „Józa!” „Kto?” „Józa!” „Kto?” „Józa, Józa, Józa!”). Z kolei już po meczu z szatni gospodarzy dobiegały wesołe i bardzo szczere śpiewy „Lidera mamy, za chuja go nie oddamy!” (słaby byłby to deal).
Spośród wszystkich widzów w wydarzenia boiskowe najbardziej zaangażowany był owczarek niemiecki, który wytrwale ganiał za terenem stadionu tam i z powrotem, licząc na to, że trafi mu się w końcu jakaś piłka. I w przerwie meczu nawet się trafiła (każdy trening strzelecki na okręgówce kończy się przestrzeleniem piłki nad piłkochwytami), ale jego właściciel szybko przywołał go do porządku. Piłka więc ocalała.
| | Mecz |
    |
Po spadkowiczu z IV ligi spodziewałem się nieco więcej. KS Konstancin stanowił w zasadzie tło dla Józefovii.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Józefovii – przeprowadziła ona parę naprawdę groźnych akcji, jednak albo brakowało szczęścia, albo na drodze stawał im bardzo dobrze dysponowany bramkarz Konstancina. Szyki gospodarzom dość mocno pomieszała sytuacja z ok. 15. minuty meczu, kiedy po faulu gracza Józy wywiązała się duża przepychanka, w wyniku której Kopeć został ukarany czerwoną kartką, co wywołało aplauz wśród piłkarzy gości. Nie widziałem dokładnie za co gracz Józy dostał czerwo, ale wierzę sędziemu „na słowo”. Po kilku minutach miała miejsce podobna sytuacja, tyle że tym razem faulował gracz KS-u. W kolejnej przepychance tym razem chamstwem wykazał się gracz Konstancina (odepchnął rywala), ale został ukarany jedynie herbatnikiem.
Goście grali w przewadze, ale niewiele im z tego przychodziło:
- Mamy przewagę! – krzyknął gracz KS Konstancin - Co macie?! - odkrzyknął ktoś z trybun
Józa cisnęła dalej, a mniej więcej w 30. minucie otrzymała rzut karny po faulu bramkarza. Do piłki podszedł kapitan zespołu, a przy okazji jeden z trenerów drużyn młodzieżowych Józy, Łukasz Poszalski. Jak słyszałem jeszcze przed meczem od juniorów Józefovii „jeśli tylko będzie karny, to trener na pewno go trafi”. No i problem w tym, że tym razem nie trafił. Strzelał w swoje prawo, bramkarz rzucił się w swoje prawo, ale piłka jedynie otarła się o słupek i wylądowała na piłkochwycie. Pod koniec połowy na prowadzenie wyszli jednak goście. Nie mam jednak pojęcia jak to zrobili, ponieważ akurat siedziałem w telefonie i coś notowałem. Gdy zatopiłem się w telefonie, piłkę w rękach ciągle miał jeszcze bramkarz Konstancina. Po kilkunastu sekundach było już 0:1 , ponieważ po szybkiej kontrze gracz gości popisał się ponoć świetnym strzałem z dystansu nie do obrony. Była to jedna z dwóch groźnych sytuacji Konstancina – ta druga wynikła z błędu bramkarza, który naciskany wybił piłkę pod nogi gracza gości. A pod koniec 1. połowy miało miejsce jeszcze jedno spięcie pomiędzy graczami obydwu drużyn – jeden z graczy Józy wyraźnie spóźniony wyciął wślizgiem piłkarza KS Konstancin. W rewanżu został przez niego odepchnięty, a po chwili do scysji dołączyli wszyscy gracze przebywający na boisku. Po konsultacji z liniowym, sędzia główny pokazał jedynie… jedną żółtą kartkę, graczowi Józy. Piłkarze Józefovii mogli schodzić na przerwę z poczuciem pewnej niesprawiedliwości.
- Trzy minuty doliczam! – obwieścił sędzia - A spierdalaj na drzewo! – odkrzyknął ktoś z trybun
W drugiej połowie Józefovia jednak ogarnęła się, jeśli chodzi o skuteczność. Mniej więcej w 55. minucie tuż przed linią pola karnego, a na wprost bramki, został sfaulowany jeden z graczy Józefovii. Z ostatnich meczów Józefovii zapamiętałem, że w jej przypadku rzut wolny to niemalże karny. A nawet lepiej. Do piłki podszedł bowiem Poszalski, który zrehabilitował się za zmarnowanego karnego pewnym strzałem w lewe okienko bramki. Później świetną akcję gospodarzy mógł wykończyć Makulec, ale jego strzał wślizgiem z 5 metrów… przeleciał nad piłkochwytami. W 73. minucie było już jednak 2:1 – po wrzutce z rzutu wolnego Rogowski dosłownie dostawił głowę tam, gdzie obrońca Konstancina bał się włożyć nogę i świetnym szczupakiem wyprowadził Józefovię na prowadzenie. A Makulec w końcu również się zrehabilitował. Trafił do siatki dwa razy – za pierwszym razem sędzia pokazał (całkowicie słusznie) spalonego, ale za drugim razem minął w sytuacji sam na sam bramkarza i strzelił do pustej bramki już całkiem przepisowo. Było to już w momencie, kiedy KS Konstancin nie miał na boisku przewagi liczebnej. Za powalenie wychodzącego na czystą pozycję piłkarza Józefovii drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę dostał obrońca. A faulowany wtedy był chyba właśnie Makulec. W doliczonym czasie gry ostatni obrońca gospodarzy stracił piłkę w idiotyczny sposób na rzecz gracza Konstancina, ale w sytuacji sam na sam refleksem wykazał się Przybysz.
Po tym meczu Józa utrzymała prowadzenie w okręgówce, a gdyby jakiś bukmacher oferował taki zakład, postawiłbym pieniądze na jej awans.
|
| |
| |
  
|
|