 |
Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 3:0 (2:0)
03.12.2016 20:30
Stadion im. H. Reymana, ul. W. Reymonta 22, Kraków
Lotto Ekstraklasa
Widzów:
9.607
Cena biletu:
5 zł (promocja dla nowych kibiców)
| |
Retrochomik wspomina swoją dwudniową wycieczkę do Krakowa, a konkretnie jej pierwszą część, kiedy E. pokazał mu fascynujący półświatek świat krakowskiej Wisły.
| | Dotarcie na mecz |
Weekendowy wypad do Krakowa zaplanowałem sobie jako nagrodę za zdany egzamin magisterski (albo jako pocieszenie, że się nie udało). Niezależnie od rezultatu egzaminu, musiałem brać pod uwagę ryzyko nieposiadania już tego dnia legitymacji studenckiej, stąd zdecydowałem się na podróż Polskim Busem (tak, kiedyś Flixbus się tak nazywał - w czasach kiedy jeszcze był tani i oferował więcej połączeń). W Krakowie na Dworcu Autobusowym zgarnęła mnie mieszkająca tam siostra (znaczy się, mieszkająca w Krakowie, nie na Dworcu), z którą następnie zaczęliśmy zwiedzać Kraków,, gdzie zobaczyliśmy m.in. muzeum Kantora. Nie, żebym był jakąś wyjątkowo kulturalną osobą, po prostu siostra dostała na studiach zadanie obejrzenia całej ekspozycji.
Wieczorem w roli mojego przewodnika po Krakowie siostrę zastąpił E. Z racji tego, że zarówno on, jak i moja siostra mieszkali blisko R22, już wszędzie poruszałem się na piechotę, stąd nie będzie już żadnych ciekawych historii (jakby do tej pory była ona ciekawa).
Przy okazji, ze względu na to, że w tamtych czasach jeszcze nie wiedziałem, że jestem Chomikiem, zgromadziłem bardzo ubogi materiał zdjęciowy z meczu.
| | Stadion |
    |
E. był wówczas/jest nadal zapalonym kibicem Wisły, stąd ogarnął mi bilet jeszcze przed meczem. Przy okazji skorzystałem z promocji dla nowych kibiców (dla osoby, która w zasadzie każde miejsce odwiedza jednorazowo, taki marketing to najlepsza możliwa opcja) i za ten bilet musiałem oddać E. całego piątaka. Żeby nie było tak słodko, osoba wprowadzająca moje dane do systemów Miśka pomyliła się przy moim nazwisku, popełniając dość śmieszny błąd (Twój bilet na pewno będzie niezapomnianą pamiątką , stwierdził E.). Przy kontroli biletowej nie musiałem pokazywać swojego dowodu, stąd wnioskuję, że w tamtych czasach zakazowicze na R22 mieli się całkiem nieźle - i być może nawet nie był to przypadek.
Przed terenem stadionu znajdowało się stoisko z pamiątkami pod namiotem, jednak wtedy nie byłem jeszcze na tyle świadomym Chomikiem, żeby coś tam zakupić. Najlepiej oczywiście byłoby kupić kubek, tyle że nie miałem go nawet w co zapakować, bo miałem do dyspozycji jedynie kieszenie kurtki. Cóż, może jeszcze kiedyś się uda.
Jeśli miałbym opisać sam stadion, to... no, każdy kto ogląda Ekstraklasę, wie jak wygląda stadion Wisły. Jakieś 30 tysięcy miejsc, czerwone, niebieskie i białe krzesełka, trybuny układające się w dolny i górny pierścień, telebimy dobrej jakości - generalnie ktoś, kto zasłyszał coś o niespełnianiu przez stadion wymogów pewnie był mocno zdziwiony. Wydaje mi się, że może tu chodzić o jakieś wymogi bezpieczeństwa - wybierając się na swój sektor, wchodziliśmy właściwie zwykłą klatką schodową. W przypadku ewentualnego ostrzału stadionu racami zagrożenia ewakuacja 30 tysięcy widzów tymi klatkami schodowymi mogłaby być dość problematyczna.
| | Atmosfera |
    |
Zajęliśmy wraz z E. dość korzystne miejsce na stadionie, na górnym pierścieniu na wysokości linii środkowej boiska. Jako debiutant za swojego piątaka mogłem zasiąść gdziekolwiek, byle nie na VIP-ach. Ze swojego miejsca miałem bardzo dobry widok na boisko i całkiem dobry na młyn gospodarzy. Widziałem również sektor gości, ale to akurat bez znaczenia, ponieważ Gdańszczanie akurat mieli jakiś zakaz wyjazdowy. A szkoda, ponieważ byłem bardzo ciekawy tego meczu w kontekście dość świeżych zmian sojuszy kibicowskich, których w tym sezonie doświadzczyła Wisła. Był to bowiem pierwszy od lat mecz Wisła – Lechia, który nie miał statusu meczu przyjaźni na trybunach, ale nie na boisku. I właśnie dlatego, zamiast domieszki biało-zielonych barw w czerwonym młynie (no dobra, nie przesadzajmy z tym czerwonym młynem ; ze względu na temperaturę, dominowała czerń kurtek), można było dostrzec domieszkę niebieskiego. Na tyłach trybuny wisiały flagi SKAWINA , ARMIA BIAŁEJ GWIAZDY i flaga upamiętniająca Henryka Reymana. W przedniej części trybuny, na płocie wisiały flagi QRDWANÓW , WISŁA KRAKÓW , Prądnik Biały oraz Wierność wobec TKWM . Jeśli chodzi o zgody, na płocie wisiała flaga Ruchu Chorzów, a na gnieździe dość specyficzny akcent w postaci flagi Lazio. Ze strony młynu nie padło jednak ani jedno słowo - ani pozytywne, ani negatywne - pod adresem Lechii.
Podczas pozdrawiania zgód było dość ciekawie, ponieważ kiedy młyn śpiewał Ruch, Ruch, HKS , czy Łódzki Widzew, Łódzki Widzew , a kibice z pozostałych trybun zaczynali z tego powodu gwizdać. Ale pomijając te momenty, współpraca młynu z resztą stadionu wyglądała dobrze. Miałem wrażenie, że spora część osób na naszej trybunie śpiewała - w każdym razie było ich na tyle dużo, że mnie również udało się wciągnąć w zabawę. Na początek odśpiewano oczywiście Hymn Wisły, który ma bardzo znaną melodię Jak długo na Wawelu... . Zaręczam, że wszyscy znają. Nawet ci, którzy nie znają. Śpiewało mi się bez problemu, choć im dalej w las, tym mniej oczywiste stają się słowa. Majstersztykiem jest trzecia zwrotka, którą nawet E. uznał za dość bezsensowną: I choć czasem przegrywasz, to musi krótko trwać, bo Mistrza ten zdobywa, który potrafi grać! (que?)
Poza tym, były śpiewane takie rzeczy jak: Wisła to jest potęga, Wisła najlepsza jest! Wisłę trzeba szanować, Wisłę, ten nasz TS
W tej piosence zwróciłem uwagę na ostatnią linijkę, ponieważ ów ten nasz TS brzmi tutaj dość sztywno i niemelodyjnie. Jeśli piosenka jest bowiem wystarczająco stara, w pierwotnej wersji mógł tu znajdować się jakiś inny skrót - przy okazji, po drugiej stronie Błoń, gdy śpiewana jest parodia tej piosenki, rzeczywiście skrót w tym miejscu jest inny (ale o tym w innej relacji). Poza tym były śpiewane takie rzeczy jak Każdy to powie, Wisełka rządzi w Krakowie! i wreszcie, skoro już wywołaliśmy rywala Wisły, z młyna śpiewano oczywiście wielokrotnie: Cracovia K, Cracovia S, Cracovia starą kurwą jest!
Z innych form dopingu, mieliśmy okazję wykrzykiwać skład Wisły oraz strzelców bramek. A z racji tego, że zobaczyliśmy tego dnia kawał dobrej piłki, mieliśmy dużo okazji do krzyczenia.
| | Mecz |
    |
Patrzę na tabelę Lotto Ekstraklasy 2016/17 po 17 kolejkach i dochodzę do wniosku, że... to rzeczywiście musiało być dawno. Liderem była Lechia Gdańsk (jak wiemy, w kolejnym sezonie o mało nie spadła z ligi). Druga była Jagiellonia, co akurat nie jest w ostatnich latach żadną anomalią, za to trzecia była... Nieciecza (która jak wiemy, w kolejnym sezonie rzeczywiście spadła z ligi). Wisła po fatalnym początku sezonu (1 zwycięstwo, a potem seria 7 porażek z rzędu) dopiero wychodziła z kryzysu i aktualnie znajdowała się na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej.
No i na samym początku meczu ta drużyna z grupy spadkowej objęła prowadzenie. Z kornera dośrodkował Popovič, a 37-letni Głowacki wygrał pojedynek główkowy z moim rówieśnikiem, Janickim. Lechia mogła wyrównać, ale dwoma dobrymi interwencjami popisał się Załuska, za to w 26. minucie przegrywała już dwoma bramkami. Znajdujący się przed polem karnym Mączyński świetnie zagrał na dobieg do Boguskiego (chociaż wyglądało to bardziej jak kiks przy próbie strzału), a ten minął Vanję, Milinkovicia i Savicia i strzelił do pustej bramki. Wisła w tej połowie wyprowadziła jeszcze parę świetnych kontr i aż dziwne, że skończyło się tylko na 2:0.
W drugiej połowie Lechia zaatakowała trochę odważniej - co w zasadzie nie dziwi. W 63. minucie Małecki niczym junior podciął w polu karnym Kuświka, a do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Flávio Marco Paixao. Załuska rzucił się w jedną stronę, Paixao strzelił w drugą, jednak na tyle wysoko, że piłka przeleciała nad poprzeczką. Nadal było 2:0. Pod koniec meczu Wisła wyprowadziła jeszcze parę fajnych kontr (dobrze pokazał się według mnie Jakub Bartosz), ale gol na 3:0 wpadł po akcji kombinacyjnej. Po rzucie wolnym i paru podaniach, Mączyński podał na dobieg do Zachary, a ten zmieścił piłkę w długim roku bramki Milinkovicia-Savicia.
|
| |
| |
  
|
|