 |
Garbarnia Kraków - Unia Tarnów 3:1 (1:1)
11.10.2025 11:00
Stadion Garbarni Kraków
4. liga małopolska
Widzów:
150-200
Cena biletu:
20 zł (bilet normalny)
| |
Muszę pochwalić się, że dopiero co złamana ręka nie powstrzymała mojego zamiłowania do dobrego futbolu. Tym razem oglądam czwartoligową Garbarnię Kraków, choć dużo bardziej efektownie będzie stwierdzić, że przybywam na stadion jednego z Mistrzów Polski.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Przyznam, że moje plany meczowe zostały trochę zaburzone przez dość nieoczekiwane wydarzenie, ponieważ w środę... złamałem sobie rękę. Konkretnie miało to miejsce w trakcie jazdy na hulajnodze (na wszelki wypadek zaznaczam: chodzi o zwykłą hulajnogę, a nie elektryczne gówno) zaczepiłem przypadkowo nogawką źle dobranych spodenek o haczyk znajdujący się na drążku kierownicy, co spowodowało nagłe obrócenie jej o 90' i automatyczną wywrotkę. Niemniej, ręka była dobrze zabezpieczona w gipsie, więc nie było sensu siedzieć w domu. Tak więc w sobotę o 5:45 wsiadłem na stacji Warszawa Zachodnia w pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Zakopane, a o 8:24 byłem na miejscu, na stacji Kraków Główny.
Mecz był zaplanowany na godzinę 11, a więc do pierwszego gwizdka pozostało oczywiście jeszcze całe 2,5 godziny, dlatego wybrałem się na stadion pieszo, po drodze trochę zwiedzając Kraków. Przeszedłem się obowiązkowo przez Rynek i Stare Miasto, a następnie przez Kazimierz, aż przekroczyłem Wisłę, udając się następnie pod słynny hotel Forum. Obiekt ten, poza tym, że jest pięknym przykładem brutalizmu, przy okazji jest miejscem symbolicznym dla dzisiejszej relacji, ze względu na to, co znajdowało się w tym miejscu wcześniej. Chodzi o to, że aby możliwe było zbudowanie hotelu, wcześniej należało wyeksmitować z tego terenu... Garbarnię, która kiedyś miała w tym miejscu swój stadion. Garbarnia została wyrzucona stąd w latach 70., a stadion został rozebrany (aby było bardziej dramatycznie, podkreślane jest, że główna drewniana trybuna została zniszczona dynamitem). Garbarnia dostała chyba wówczas od władz obietnicę zbudowania nowego obiektu, która nie została dotrzymana - dopiero po kilkunastu latach tułaczki Mistrz Polski z 1931 znalazł swoje miejsce przy ul. Rydlówka, gdzie rozgrywa swoje mecze do dziś. I właśnie tam się finalnie wybrałem.
| | Stadion |
    |
Stadion Garbarni składa się z miszmaszu elementów, które powstawały tutaj przez lata. Na stadionie aktualnie znajduje się tylko jedna trybuna - dość niska betonowa trybuna prosta, której kształt jest jednak na tyle dziwny (nie obejmuje ona całej długości boiska, za to w okolicy jednego z narożników lekko zawija), że aż musiałem trochę poszperać w Internecie w poszukiwaniu informacji, czy trybun nie było tu kiedyś więcej. I rzeczywiście - kiedy stadion został oddany do użytku w latach 90., betonowe trybuny podobno otaczały boisko z trzech stron (na trybunie prostej znajdowały się ławki, a trybuny zabramkowe były stojące). Kilkanaście lat temu doszło do gruntownej przebudowy, w wyniku której wyburzono stary budynek klubowy, parę trybun oraz... obrócono boisko o 90 stopni. W wyniku tej operacji dawna trybuna zabramkowa (jedna z trzech trybun) stała się nagle trybuną prostą (jedyną).
Betonowa trybuna stojąca zmieniła się przy okazji w trybunę siedzącą, ponieważ umieszczono na niej sześć rzędów zielonych krzesełek (tak na oko jest ich kilkaset). Centralna część trybuny objęta jest również dość lekkim zadaszeniem (które dziś spełniało swoją rolę), podobno niezbędnym, aby stadion został dopuszczony do rozgrywek II ligi. Na skraju trybuny, w okolicy sektora gości znajduje się stanowisko z grillem, ale ze względu na kontuzję ręki nie próbowałem eksperymentować ze stadionowym jedzeniem i poprzestałem na wypiciu herbaty.
Osobliwym elementem całego stadionu jest budynek klubowy, który... no, totalnie tutaj nie pasuje. Znajduje się on przy narożniku boiska, vis a vis trybuny prostej... i przypomina mi on bardziej malutki biurowiec niż budynek klubowy, ponieważ jest to trzykondygnacyjna kostka z szarego betonu i przyciemnianego szkła. Stanowi on totalny kontrast w porównaniu ze skromną i nieco improwizowaną trybuną - po prostu totalnie tu nie pasuje. Nawet gdy przechodzi się na trybunę i droga prowadzi wąskim chodnikiem pomiędzy ścianą tego budynku a bocznym boiskiem ma się wrażenie, że idzie się jakimś nielegalnym skrótem i zaraz zostanie się zatrzymanym przez kogoś z ochrony (na szczęście kaleki by nie ruszyli). Na jednej ze ścian tego budynku znajduje się niewielka tablica wyników (też niepasująca, ponieważ jest to jedyny element na ścianie bocznej budynku, która poza tym jest jednolitym blokiem betonu), na której wyświetlany jest czas oraz aktualny wynik (zamiast nazw drużyn znajdują się jedynie napisy GOSPODARZE - GOŚCIE ).
| | Atmosfera |
    |
Dzień meczowy zaczął się dla mnie bardzo fajnie, ponieważ okazało się, że w budce, w której sprzedawano bilety cegiełki można było kupić również pamiątki. Niestety, Garca nie miała w ofercie kubków, ale za to kupiłem sobie szalik-pasiak oraz klubową odznakę. Po narzuceniu na siebie jedną ręką (druga była w gipsie) pasiaka, wybrałem się w kierunku trybuny. Przed meczem czas umilała dość ciekawa muzyka, którą określiłbym mianem popularno-klezmerskiej . Piosenki były chwytliwe i naprawdę przyjemne, a w wielu z nich o dziwo przewijały się jakieś wersy o Garbarni, co mnie mocno zdziwiło (w ogóle, teksty utworów były dosyć ciekawe). Dopiero przed samym meczem ten fenomen został wyjaśniony - a konkretnie, wyjaśnił go spiker, który przyznał, że muzyka została wygenerowana przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. To mnie z kolei mocno zasmuciło - do tej pory byłem przekonany, że AI jest w stanie generować jedynie ewidentny chłam, a tutaj wydawało mi się, że mam do czynienia z czymś ludzkim, arcyludzkim. No ale to tylko taka mała dygresja, bo muzyka wygenerowana na potrzeby Garbarni była całkiem przyjemna (ktoś włożył chyba jednak trochę wysiłku w odpowiednie teksty i stylistykę, bo spiker nawet podał, kto tę muzykę wygenerował) i ciężko mi jest skrytykować klub za jej puszczanie. Na pewno było to lepsze niż mierne AI slopy, które czasami miałem okazję wysłuchiwać na innych stadionach.
Pomimo tego, że na meczu nie pojawiło się zbyt wiele osób (tak na oko 150-200), na trybunie znajdowała się niewielka grupka fanów Garcy, która robiła tego dnia atmosferę. Mieli ze sobą bęben, wywiesili na ogrodzeniu flagę (między trybuną a boiskiem znajduje się niski płotek) i w trakcie meczu prowadzili bardzo fajny doping. Nie mieli co prawda piro, ale za dymy odpowiadał tego dnia obserwator MZPN, który jarał szluga za szlugiem, nawet nie fatygując się, żeby wstać z trybuny i zajarać gdzieś dalej od ludzi. Wracając do młynku kibiców Garbarni, śpiewali oni różne krótsze i dłuższe rzeczy, a ja zapisałem sobie tylko parę z nich. Między innymi takie: Trzy litery, proste słowa - R! K! S! To jest Duma Ludwinowa - Garbarnia!
Garbarnia gra, Garbarnia gra, Garbarnia piękną piłkę gra!
Kibice pozdrowili także swoją zgodę (której flagę widziałem zresztą w marcu na meczu Ekstraklasy), śpiewając Niepołomice, tam rządzą Puszczy kibice! . Najciekawszym aspektem dopingu był jednak fakt, że nie padł tu ani jeden wulgaryzm - wyobrażałem sobie, że przez przebywanie od kilkudziesięciu lat w cieniu większych krakowskich klubów, w jakiś sposób zakonserwowała się tutaj przedwojenna kultura kibicowania - o ile rzeczywiście tak się kibicowało w II RP. Kibice kierowali różne zaczepki np. w stronę piłkarzy gości, ale były one zawsze kulturalne - np. Chuligan! Chuligan! (po faulu piłkarza gości), czy Nie ma i nie będzie! (po spartaczonej sytuacji). Hitem była jednak piosenka, poprzez którą kibice gospodarzy skrytykowali pracę sędziów: Hej kibice, złóżmy dary! Kupmy sędziom okulary!
W relacji nie wspomniałem nic o kibicach gości - a to dlatego, że klatka tego dnia była pusta. Nie tego się spodziewałem, biorąc pod uwagę, że Unia Tarnów ma chyba dobre stosunki z krakowską Wisłą i byłem trochę rozczarowany (szczególnie, że nawet gdyby z jakiegoś powodu na meczu byłyby dymy, to kaleki i tak by nie ruszyli).
| | Mecz |
    |
Dzisiejszy mecz był spotkaniem dwóch dość poobijanych klubów, które jeszcze w sezonie 2023/24 grały ze sobą w III lidze. Garbarnia utrzymała się wówczas sportowo w lidze, jednak z powodów organizacyjnych wycofała się z rozgrywek po zakończeniu sezonu, dzięki czemu rzutem na taśmę utrzymała się Unia. W sezonie 2024/25 Garbarnia grała w V lidze, z której awansowała, z kolei Unia spadla z III ligi, w której zdecydowanie odstawała od reszty stawki (coś mi się kojarzy, że gdy okazało się, że może przystąpić do rozgrywek III-ligowych, już dawno miała przygotowany skład na IV ligę). Niezależnie od przebytej drogi, w sezonie 2025/26 obydwa zespoły spotkały się w IV lidze jako sąsiedzi w tabeli - Garca była na 5. miejscu (20 punktów w 12 meczach), a Unia na 6. (19 punktów w 13 meczach - różnica w liczbie meczów wynika z faktu, że w IV lidze małopolskiej aktualnie gra... nieparzysta liczba drużyn). Zdaje się, że faworytem byli dziś gospodarze.
W pierwszej połowie nieco lepiej wyglądali gospodarze i podkreślili to w 28. minucie, gdy Olivier Gumula zagrał dobrą piłkę do Filipa Sargi, a kapitan Garcy zwiódł w polu karnym jednego z obrońców Unii i dobrym technicznym strzałem pokonał Michała Skrzyńskiego. Zaledwie 2 minuty później Garbarnia mogła podwyższyć na 2:0 po świetnym zagraniu w pole karne Timofija Chodyriewa, ale bramkarz gości obronił zarówno pierwszy strzał (nie wiem kogo, bo nie dojrzałem), jak i dobitkę Sargi. W 38. minucie Skrzyński wybronił również strzał z dystansu w kierunku okna Macieja Wojtaszka. Dość nieoczekiwanie, Garbarni nie udało się dociągnąć tego prowadzenia do przerwy. W 44. minucie Unia miała kornera, a wrzutkę próbował wykończyć strzałem głową Mateusz Surma, który jednak skiksował i jedynie przedłużył to zagranie. Nie spodziewał się tego nabiegający obrońca Garbarni, który... uderzył piłkę głową i trafił w poprzeczkę; odbitą piłkę zgrał głową do Surmy jeden z graczy Unii, a kapitan gości tym razem oddał dobry strzał głową i pokonał Szymona Zwijacza (tak przy okazji, od momentu zagrania piłki z kornera aż do wpadnięcia do bramki piłka nie dotknęła ani razu boiska). Unia mogła w doliczonym czasie jeszcze nawet wyjść na prowadzenie, gdy w polu karnym Garcy zakotłowało się po wrzucie z autu, ale Zwijacz obronił strzał Łukasza Siedlika, a dobitka Filipa Gali była minimalnie niecelna. Do przerwy było 1:1.
W drugiej połowie Garbarnia bardzo szybko ustaliła wynik meczu. Najpierw w 48. minucie z prawego skrzydła w pole bramkowe zagral Jakub Bigosiński, a Surma uprzedził Sargę, kierując jednak przy tym piłkę do własnej bramki (co oznaczało, że Surma już drugi raz zapisał się bramką w protokole meczowym). Dwie minuty później Mateusz Grzybowski oddał strzał sprzed pola karnego, który odbijając się od słupka wpadł do bramki Unii. Po uzyskaniu bezpiecznego prowadzenia 3:1 Garca wycofała się i mogła zostać skarcona, bo Unia miała parę dobrych okazji. W 65. dobrą wrzutkę w pole karne zagrał Surma, a Siedlik próbował wykończyć to z kilku metrów, ale uderzył obok bramki. W 89. minucie Unia nawet strzeliła gola (za sprawą wprowadzonego w 2. połowie Husmana Duro Ajanaku), ale sędzia w tej sytuacji odgwizdał spalonego. W doliczonym czasie Ajanaku wystawił świetną piłkę z lewego skrzydła, ale Tomasz Palonek nie zdążył zamknąć poprawnie tej akcji i jego strzał wślizgiem na pustą bramkę minął słupek. Garbarnia dość szczęśliwie dociągnęła prowadzenie do ostatniego gwizdka.
W międzyczasie mieliśmy w 83. minucie dość kuriozalną sytuację. Jeden z piłkarzy Garbarni zagrał lagę spod swojego pola karnego w stronę Bartosza Seweryna. Piłkę głową chciał wybić znajdujący się mniej więcej na 35. metrze Skrzyński (bramkarz Unii), jednak piłka... przelobowała go. Byliśmy więc świadkami pasjonującego pojedynku biegowego między Skrzyńskim a Sewerynem, ostatecznie wygranego przez bramkarza gości, który zgarnął piłkę jeszcze przed bramką.
|
| |
| |
  
|
|